Stefan Szary / FILOZOFIA
  Rzeczywistość i marzenia. Jean Jacques Rousseau
 

RZECZYWISTOŚĆ I MARZENIA W ZWIERZENIACH
JEANA JACQUESA ROUSSEAU (1712-1778)

 
Fot. Autor strony
 
            Na dwa lata przed śmiercią Jean-Jacques Rousseau rozpoczął pracę nad Marzeniami samotnego wędrowca[1], które podobnie jak wcześniej wydane Wyznania (1770, opublikowane po śmierci filozofa w roku 1782), stanowią ciekawy przykład literatury filozoficzno-autobiograficznej. Subiektywno-osobiste zwierzenia Rousseau mają w sobie coś, co z jednej strony przyciąga uwagę czytelnika, powiernika owych zwierzeń, z drugiej natomiast coś, co sprawia, że ów zachwyt szybko mija.
Skąd bierze się to rozczarowanie? Rousseau zdaje się ciągle narzekać, jakby dręczony był jakimiś strasznymi obsesjami. Radykalnie skupia się na sobie samym, wyrażając żal i negatywną ocenę świata oraz ludzi. Ukazuje siebie jako ofiarę niezasłużonych krzywd i ogromnych cierpień. Jedyną pociechę znajduje w marzeniach, rojonych w samotności. Wszystko to prowadzi do przekonania, że trudno byłoby chyba zaprzyjaźnić się z kimś takim jak Rousseau, głównie z powodu jego hipochondrii psychicznej. Filozof zdolny do wzruszeń, hiperbolizuje zarazem każdą okoliczność, która dotyka jego ja, i skarży się rozpaczliwie: „Wszystko skończyło się dla mnie ziemi. Nie można mi już wyświadczyć ani dobra, ani zła. Nie ma na tym świecie nic, czego bym mógł oczekiwać lub bać się; i oto jestem spokojny na dnie otchłani – biedny, nieszczęsny śmiertelnik, ale nieczuły jak sam Bóg”[2].
            Z drugiej strony, Rousseau jawi się jako „rewolucjonista”, który dumnie wnosi sztandar z wypisanym hasłem-ideą: „Z powrotem do natury!”. Główny postulat głoszony przez filozofa, wskazał na konieczność przezwyciężenia chaosu, spowodowanego jarzmem cywilizacji i kultury, w wyniku których doszło do tragedii wyobcowania jednostki. Procesy, zdaniem Rousseau, mylnie postrzegane jako rozwój, doprowadziły do degradacji człowieka, z którego uczyniono ni mniej, ni więcej, jak tylko „byt mechaniczny”. Sprowadzono człowieka do roli „kółka w maszynie”, czyniąc z prawdy życia co najwyżej kiepski pozór, w którym nie ma miejsca na własne decyzje, własne przemyślenia, własne wybory. Nawet filozofia stała się tylko złudzeniem, skoro nie przybliża do gnothi seauton. „Ich filozofia – stwierdza Rousseau – jest dla innych – mnie potrzeba filozofii dla mnie samego”[3]. Prawda nie jest interesownym rozglądaniem się wokoło, chcącym podporządkować sobie wszystko i wszystkich. Nie jest ona ani panowaniem ani ujarzmianiem rzeczywistości. Prawda zawiera samowiedzę i samopoznanie jednostki.
Jaką metodę postępowania wskazuje w takiej sytuacji Rousseau? Drogą, ku tak rozumianej prawdzie, jest odwrócenie się i świadomie podjęta ucieczka od świata chaosu. Wewnętrzna negacja rzeczywistości umożliwia, zdaniem Rousseau, dokonanie zwrotu ku sobie. Konsekwencją eskapizmu jest odkrycie w sobie „świadomości nieszczęśliwej”, która żyjąc, żyć musi w świecie chaosu i wyobcowania. „Samotny do końca życia, – skarży się Rousseau – ponieważ tylko w sobie znajduję pociechę, nadzieję i spokój, nie powinienem i nie chcę zajmować się niczym poza sobą”[4]. Ten zwrot ku sobie nie oznacza jednak nic innego, jak ucieczkę w świat marzeń. Rousseau rezygnuje z poznawania rzeczywistości i świadomie podejmuje próbę „tworzenia mitu o sobie i przeżywania go jako własnej prawdy”[5]. Samo życie staje się tu marzeniem, auto-mitem właśnie, w którym nie obowiązują żadne wiążące prawa – ani wolności, ani odpowiedzialności, ani też żadnej ciągłości egzystencjalnej. Człowiek jest absolutnym kreatorem własnej wizji siebie samego. Ważnym czynnikiem owego wyobrażenia jest estetyczna chwila marzeń, przeżywana z dala od świata, z dala od innych, z dala od siebie, jakim się jest. Rousseau wskazuje na błogość samotności, niezależności, wolności, w której można marzyć siebie takiego, jakim się chce. Inni nie mają do mnie dostępu. Tu, podobnie jak u Leibniza, monada nie ma okien. „Własne doświadczenie nauczyło mnie, – wyznaje Rousseau – że źródło prawdziwej pomyślności jest w nas samych i że ludzie nie zdołają uczynić prawdziwie nieszczęśliwym tego, kto potrafi pragnąć szczęścia”[6].
Dokąd ostatecznie prowadzi metoda Rousseau? Chwila marzeń nie trwa wiecznie. Konieczność opuszczenia krainy snów i powrotu do bolesnej rzeczywistości powoduje spotęgowanie świadomości nieszczęśliwej. Życiem człowieka zaczyna rządzić mechanizm błędnego koła: świadomość nieszczęśliwa ucieka od siebie w świat marzeń. Gdy kończą się marzenia następuje powrót do świata, z którego ponownie chce się uciec w rojony żywioł piękna. Ideał znalezienia siebie w horyzoncie estetycznym zawiera pułapkę, którą jest konieczność ucieczki od siebie. Tragedia wyobcowania w rzeczywistości powraca w tragedii wyobcowania w marzeniach. I tam i tu człowiek nie jest sobą. W ujęciu estetycznym pojawia się jednak subtelna rozstrzygająca różnica. Świat marzeń jest piękny i nawet, jeśli jest on nieprawdziwy, ideą piękna chce usprawiedliwić swoje istnienie.
            W jaki sposób oddziaływała główna idea filozofa? W kontekście społecznym hasło: „Z powrotem do natury!” oznaczało chęć przywrócenia ładu naturalnego, a więc świata bez królów, władców, rządzących, poddanych. Równość i braterstwo! Prawdziwą wartość przedstawiają nie ci, którzy zmieniają świat depcząc i druzgocząc naturalny porządek świata, lecz ci, którzy postępują w zgodzie z nim: rolnicy, miłośnicy przyrody… Ważne jest życie, w którym obecne jest bicie serca, a nie jedynie interesowność rozumu. Rozum dzieli, serce łączy. Dlatego, także w wymiarze społecznym, pojawia się świadomość nieszczęśliwa, która porzuca świat układów, intryg, polityki, by chwilę szczęścia znaleźć w marzeniu. Rousseau nie zmieniał otaczającej go rzeczywistości. Zatapiał się w marzeniach, porzucając rzeczywistość.
Czy Rousseau znalazł dusze pokrewne? Poniekąd tak. Są nimi rewolucjoniści, chcący marzenie uczynić rzeczywistością. Oni, odkrywając podobnie jak Rousseau, siłę marzeń, w swoich rojeniach zamarzyli o zbudowaniu nowego świata, który zawierał będzie ład i porządek: wolność, równość, braterstwo. Idea nowego, śnionego świata, była tak piękna, że i ona w estetyczny sposób wydawała się usprawiedliwiać wszelkie próby i metody jej wprowadzenia. Wraz z tym przekonaniem pojawiła się myśl o sposobie urzeczywistnienia owych marzeń: ich realizacja możliwa będzie poprzez rewolucję. Jak się okazało, twarzą rewolucji za każdym razem stawała się nie nowy, lepszy świat, ale terror. Marzenia pierzchały. Świat pogrążał się w większym niż dotąd chaosie, cierpieniu i śmierci. Być może, któryś z ocalałych jeszcze rewolucjonistów szukał pocieszenia w słowach starego filozofa: „Oto jestem sam na świecie, bez brata, bliźniego, przyjaciela, towarzysza poza samym sobą. Człowiek najbardziej skłonny do współżycia, najbardziej kochający ludzi został przez nich jednomyślnie skazany na wygnanie[7]. Rewolucjonista, podobnie jak Rousseau, zostaje sam – jak monada, która sama siebie pozbawiła okien.
Warto, w związku z tym postawić na zakończenie krótkie pytanie, zainspirowane rozmyślaniami samotnego marzyciela: Czy warto uciekać w marzenia?
 
 
18.02.2016 r.
© Copyright by Stefan Szary

[1] Wydane także pod tytułem: Przechadzki samotnego marzyciela, tł. B. Baczko, Warszawa 1967.
[2] J. J. Rousseau, Przechadzki samotnego marzyciela, dz. cyt., s. 30.
[3] Tamże, s. 54.
[4] Tamże, s. 31.
[5] B. Baczko, Kształty wolności, w: J. J. Rousseau, Przechadzki samotnego marzyciela, dz. cyt., s. 14.
[6] J. J. Rousseau, Przechadzki samotnego marzyciela, dz. cyt., s. 36.
[7] Tamże, s. 25.


 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=