Stefan Szary / FILOZOFIA
  6. Wiara w miejsce wiary i dalszy tego rezultat
 

Wiara w miejsce wiary i dalszy tego rezultat

 

            Jeśli Boga nie ma, to trzeba w nowy sposób spróbować podjąć i wyjaśnić kwestię powrotu człowieka do siebie. Leszek Kołakowski słusznie uważa, że zagadnienie to nie należy do takiej czy innej tradycji myślowej. Jest ono raczej „stałym wyznacznikiem myślenia o człowieku i artykułowania się rozmaicie w zależności od stylów kultury”. Już w mitach greckich mamy do czynienia z tajemnicą powrotu do Itaki Odyseusza. W Biblii tajemnicę raju utraconego. W doświadczeniu egzystencjalnym tajemnicę „tęsknoty metafizycznej”. Pytania: „Skąd pochodzę?” i „Dokąd zmierzam?” – stają się pytaniami każdego człowieka. „Która ścieżka jest właściwa, a która wiedzie na manowce?” – problem zaprzątający głowę niejeden raz podczas wędrówki przez życie.

            W oświeceniu „na miejsce krytyki ziemi w imię nieba pojawia się krytyka partykularnych kultur w imię człowieczeństwa naturalnego”. U Marksa, a także u Nietzschego będziemy mieli do czynienia z krytyką nieba w imię wierności ziemi. Dawna wiara zostaje zastąpiona nową wiarą – „wiarą w model człowieczeństwa prawdziwego” – „człowieczeństwa naturalnego”. W miejsce Boga postawiona zostaje natura. Ale zmiana ta niczego nie rozwiązuje. Stare problemy powracają i czekają na rozwiązanie. Ci, którzy zakładają, że natura jest dobra, mają problem znany z teodycei, z tą jednakże różnicą, że zarzuty trafiają nie w Boga, lecz w naturę. Jak świat naturalny może być światem dobrym, wobec faktów istnienia w tymże świecie zła? Ci, którzy uznają, że sama natura jest zła także niewiele posuwają się naprzód. Raczej drepczemy wciąż w miejscu.

            Teza, że świat jest z natury dobry, lecz zniszczony przez cywilizację – działalność człowieka, jest zwierciadlanym odbiciem idei raju utraconego. Pojawia się ona jako reakcja przeciw oświeceniu u Jeana Jacquesa Rousseau (1712-1778). Niewierność i nieposłuszeństwo naturze wyobcowało człowieka z właściwego mu środowiska. Świat stał się ziemią odmowy, a stan naturalny – wspomnieniem i tęsknotą świata sprzed upadku. Złem jest tu nie świat-w-sobie, lecz cywilizacja. Pisze Leszek Kołakowski: „Cywilizacja wprowadziła dystans człowieka względem samego siebie i zrujnowała pierwotny ład współżycia. Upowszechniła egoizm, zabijając solidarność i jednocześnie uśmierciła życie osobowe, rozpuszczając je w obyczajowych konformizmach i sztucznych potrzebach. W tym społeczeństwie samo tożsamość jednostki jest nieosiągalna, można jedynie – może każdy z osobna – próbować zerwać z jego presją, wrócić do spojrzenia na świat niezawisłego od obiegowych opinii”. Podstawowym postulatem związanym z powołaniem człowieka jest wezwanie do bycia sobą i do solidarnych relacji z innymi.

            Krytyka związku przyczynowo-skutkowego Davida Hume’a (1711-1776) posiada swoje konsekwencje w omawianej także przez nas kwestii. „Nie jest dostępny żaden porządek przyrodzony, co do którego mielibyśmy prawo wierzyć, iż jest immanentną własnością świata”. Poza stwierdzaniem nagich faktów, żadna inna wiedza nie ma większej wartości. W ten sposób pytanie o rację istnienia świata zostało zniesione. Świat po prostu jest. Ale… czy naprawdę jest? Oto wraca pytanie o sens świata. Także i ja rzekomo jestem, ale… czy naprawdę jestem? Wraca pytanie o sens mojego istnienia. W pytaniach tych ujawnia się trwoga przed alienacją. Co bowiem począć w sytuacji, w której nie ma sensu pytać o sens czegokolwiek?

 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=