Stefan Szary / FILOZOFIA
  Przyjaźń z Bayreuth i inne krótkie rozważania o filozofii F. Nietzschego
 

 

PRZYJAŹŃ Z BAYREUTH I INNE KRÓTKIE ROZWAŻANIA

O FILOZOFII  FRIEDRICHA NIETZSCHEGO

 „rozważania roz-rzucone”

 

            25.07. 2000 r. – Bayreuth. Miasto, które po dziś dzień żyje w blasku Richarda Wagnera (1813-1883). Dwie księgarnie, które odwiedziłem, zawierały liczne książki wraz z płytami, taśmami, kolorowymi zdjęciami – prawie wszystko zdawało się być poświęcone Wagnerowi. Podobnie w wielu innych sklepach, gdzie postać bohatera miasta widniała na różnorodnie przygotowanych wystawach.

            Aż wreszcie dom Wagnera. Przekraczając drzwi tego domu (obecnie muzeum), przekracza się ramy czasu. Wchodzi się w „zaczarowany świat” muzyki i z zachwytem spogląda na stare fortepiany, które dotykane były dłońmi mistrza. Wchodząc na wprost można było usiąść i ... słuchać. Ja jednak zacząłem przeglądać tytuły dawno temu wydanych książek, poustawianych w szafach wzdłuż ścian. Stare dzieła, które zawierają nie starzejącą się mądrość: filozofia, literatura, muzyka; Platon, Shakespeare – całe pięknie oprawione tomy stosownie do treści.

            Idąc od pomieszczenia do pomieszczenia można było także oglądać meble, lustra, ubrania, listy, pamiątki tamtego czasu. Dużą uwagę wzbudziły obrazy i portrety ważnych osób w życiu Wagnera.

            Przez jakiś czas do grona jego przyjaciół należał Friedrich Nietzsche. Specjalna wystawa została poświęcona tej właśnie przyjaźni, która była jednocześnie czymś niezwykle tragicznym dla Nietzschego. Cóż znajdujemy u tego filozofa? Tragizm życia i jego choroby, tragizm jego poszukiwań, bez ostatecznych odpowiedzi (wydaje się bowiem, że jego odpowiedzi, nie tyle są odpowiedziami, ile dalszym poszukiwaniem) – jednym słowem: „filozofia tragedii’, jak napisał Lew Szestow, przemawia z życia i pism niemieckiego filozofa.

            Jasność i wielkość Wagnera zostaje w magiczny sposób dotknięta tragedią i samotnością Nietzschego. Powtórzmy raz jeszcze: tragizm zawarty był w przyjaźni Nietzschego z Wagnerem. Tragizm obecny jest w jego rozważaniach nad chrześcijaństwem i nad filozofią. Jednocześnie tragizm ten jest jak wiązka niezwykle silnego światła, które pozwala dojrzeć pewne zakamarki własnego ja.

            Cokolwiek by nie powiedzieć, należy stwierdzić, że Nietzsche prowokuje. I to prowokuje skutecznie, co nie znaczy jednocześnie, że absolutnie przekonuje. Myślę, że spotkanie z filozofią Nietzschego zawiera w sobie także pierwiastek tragizmu. Jak gdyby, dotyka ona czytającego. Być może jest to tylko moje emocjonalne przypuszczenie?

            Z wieloma myślami w głowie i z mieszanymi uczuciami w sercu wyjeżdża się z Bayreuth. Zabiera się z sobą „coś” co „jest”, a co nie ma swojej nazwy. Spróbujmy zatem przyjrzeć się nieco pewnym aspektom, tworzącym najprawdopodobniej grunt zasygnalizowanego wcześniej tragizmu.

 

Zasadnicza różnica pomiędzy myślą Nietzschego a chrześcijaństwem

 

            W chrześcijaństwie życie człowieka jest drogą ku określonemu celowi. Jest zatem: człowiek, droga, cel. Zasadnicza różnica pomiędzy chrześcijaństwem, a filozofią Nietzschego polega na rozumieniu drogi. W chrześcijaństwie błąd, upadek, grzech, jakaś ludzka przegrana nie oznacza nigdy absolutnej klęski. Z jednej strony chrześcijaństwo domaga się: albo-albo, z drugiej strony – na samym dnie, można odnaleźć nadzieję z miłości. Na drodze ludzkiego życia, niezwykle istotna jest prawda, zapisana przez św. Pawła: „moc w słabości się doskonali”.

            Nietzsche doszukuje się w powyższym zdaniu braku uznania wielkości samego człowieka. Uważa, że jest to jakiś utylitarny idealizm. Gdzie moralność natrafia na niemoc, wtedy „rzuca się” w ów idealizm. Moc potrzebuje mocy. Moc w mocy się doskonali. Według Nietzschego nie ma miejsca na błąd, na słabość. Każdy błąd i świadomość błędu jawi się jako klęska. Dlatego też Nietzsche tak wiele mówił o porzuceniu przeciętności, o świadomości nadczłowieka, który nie ma w sobie słabości, litości i błędu.

            Kolejna różnica dotyczy pojęcia walki. Chcąc nie chcąc, ciągle żyjemy w cieniu tego słowa. Nawet nasze codzienne staranie się o pieniądze, o chleb jest jakąś formą „walki o byt”. W chrześcijaństwie podkreślony zostaje wymiar walki wewnętrznej. „Bojowaniem jest żywot człowieka”, a owa walka dokonuje się przede wszystkim w samym człowieku. „Zło dobrem zwyciężaj”. Troska o dobro wolna jest od nienawiści i wszelkiej przemocy.

            U Nietzschego człowiek nie tyle walczy sam z sobą. Jest raczej widoczne odniesienie do walki z innymi. Droga bowiem do celu jest wąska i nie ma na niej miejsca dla wielu. Człowiek podąża sam i nie może dać się z tej drogi zepchnąć.

            W tym punkcie znów rysuje się idea nadczłowieka jako tego, który jest ponad innymi. Wydaje się jednak z dużym prawdopodobieństwem, że idea nadczłowieka jest „ideą przegraną” na samym starcie. Dlaczego? Ponieważ fałszuje stan ludzkiej kondycji. Każdy bowiem człowiek popełnia błędy i każdy człowiek szuka nadziei (i jeśli ją odnajduje to nie dzięki sobie), ale dzięki Drugiemu.

             Dalej, Nietzsche w swojej krytyce wysuniętej przeciwko chrześcijaństwu, zarzucił mu przede wszystkim kłamstwo. Odnoszę wrażenie, że przegrywa własnym mieczem.

            Radykalny postulat Nietzschego: „Musi umrzeć Bóg, by mógł narodzić się człowiek” okazał się drogą samozniszczenia. Odcięcie bowiem od źródła, powoduje ostatecznie śmierć.

 

Różnica pomiędzy myślą Nietzschego a Kierkegaarda

 

            Zarówno Nietzsche jak i Søren Kierkegaard nawiązywali do Sokratesa. Obok tej postaci, żaden z filozofów nie przechodzi obojętnie. Sokrates był tym, który odważył się stanąć w opozycji do „oficjalnego” sposobu myślenia. Nietzsche miał to Sokratesowi za złe. On bowiem uznawał przede wszystkim wielkość przedsokratejskiej myśli filozoficznej. Sokrates – według niego – przyczynił się do zniszczenia wielkiej filozofii. Stąd Nietzsche postulował, że Sokratesa należy odrzucić i wrócić do wielkości wcześniejszego świata.

            Kierkegaard inaczej odnosi się do filozofii Sokratesa, aniżeli Nietzsche. Duńczyk nie tylko cenił wielkość, ale ironię Sokratesa przyjął jako jedną z fundamentalnych kategorii filozofii egzystencjalnej – jako sposób przeżywania (dochodzenia do samopoznania) egzystencji.

            Trzeba jednak podkreślić, że tych trzech filozofów łączy pragnienie poznania samego siebie i celu (a może raczej sensu) ludzkiej egzystencji.

           

Dlaczego myśl Nietzschego posiada moc „uwodzenia” człowieka?

 

            Po doświadczeniach okrucieństwa totalitaryzmów XX wieku, postrzegając tragiczne skutki życia pozbawionego moralności (czy też odrzucającego moralność) trudno w ogóle bronić, czy też z jakimś zachwytem propagować propozycje wysunięte przez Nietzschego. Jednocześnie jednak w jego tekstach jest jakaś „siła”, która nie pozwala przejść obok nich całkowicie obojętnie. Wydaje się, że „siłą” tą jest szczerość. Wydaje się także, że szczerość jest tym, czego nie należy odmawiać Nietzschemu. Pisał z głębi swojego „ja” – „ja” przeżywającego dramatyczne pytania, „ja” znajdującego być może rozpacz samotności, „ja” przestraszonego nicością i przemijaniem, „ja” które podjęło nierówną walkę o siebie w obliczu potęgi zagrażającej każdego dnia nicości.

            Czyż dziś człowiek nie przeżywa często podobnej pustki, rodzącej dramatyczne pytania? Czyż współcześnie nie spotykamy ludzi bliskich (myślowo, nawet jeśli sobie tego nie uświadamiają) Nietzschemu? Czyż dziś ludzie nie przeżywają podobnie jak on bolesnej samotności, braku sensu egzystencji, rozpaczy...? Któż jest bliższy cierpiącemu człowiekowi: zdrowy, który „wszystko wie”, czy też drugi cierpiący, poszukujący jakiejś drogi wyjścia?

            „Bądź mocny!” „Uwierz w siebie!” „Musisz poradzić sobie sam!” „Nie poddawaj się!” „Idź dalej, odważnie do przodu”. „Musisz iść wyprostowany i z podniesioną głową”. Czyż nigdy w swoim życiu człowiek nie spotyka się z powyższymi szczerze wypowiadanymi radami? Trudno oczywiście odpowiadać za kogokolwiek. Pytanie jednak zostało postawione z pełną świadomością i domaga się konkretnej, szczerej odpowiedzi.

            Ileż to razy człowiek potrafi powiedzieć w obliczu zła: „nie warto być dobrym, delikatnym, wrażliwym, miłosiernym. Ileż razy człowiek prawie że przekonuje się (w jakiejś mierze, może w chwili emocji itp.) o sensowności powyższych postaw? Czasem stoi za tymi słowami dramat odepchniętej miłości, ból odrzucenia, „wrzucona świadomość” nic-nie-znaczenia, uczucie zdeptania i zmiażdżenia...

            Ileż razy słyszymy i widzimy jak ludzie wcale nie cisi i pokorni, ale ludzie z tupetem osiągają władzę, zaszczytne miejsca, uznanie i podziw. Nie tyle ten, kto jest miłosierny i dobry, ale ten, kto się pcha, albo kogo się boją zdobywa znaczenie.

            Można się na Nietzschego obrażać, można absolutnie jego myśl negować, ale (jak już wyżej wspomniano) trudno odmówić mu jednego: mianowicie tego, że jego filozofia (takie odnoszę wrażenie) jest filozofią szczerości bez granic. W swej szczerości jego teksty stają się jakimś światłem, dzięki któremu uwidacznia się wiele ciemnych stron naszego codziennego myślenia i postępowania – ukazuje się zwłaszcza siła ludzkiego egoizmu i straszna choroba wewnętrznego zakłamania.

            Odpowiadając na postawione na początku pytanie, wydaje się, że szczerość Nietzschego jest tą wartością, która ma moc uwodzenia. Chodzenie po manowcach (z tekstami Nietzschego) nie jest wprawdzie bezpieczne, ale i tam może człowiek nauczyć się nieco mądrości. A to już chyba jest coś...

 5.08.2000 r.

 *** dopowiedzenie:

 Tragizm filozofii Nietzschego ma swoje źródło w przewartościowaniu wartości.

(L. Szestow, Dostojewski i Nietzsche. Filozofia tragedii, Warszawa 1987)

 

W „podziemiach” Nietzsche odkrywa relatywność wszystkiego i formułuje wezwanie – nowe zadanie dla filozofii: wszelka stałość jest niedoskonałością. Stąd trzeba dokonać koniecznie przewartościowania wartości.

 Wydaje się, że ostatecznie dochodzi do stworzenia nieskończonego ciągu relatywności. Czyżby nihilizm polegał na absolutnym braku uwarunkowania? – oto kolejny raz wyłania się filozofia tragedii (tutaj nawet jakiegoś szaleństwa). W egzystencji prowadzi to chyba ostatecznie do niewyobrażalnego wręcz obłędu, chaosu, nicości polegającej na braku jakiejkolwiek sensowności...

                                                                                                             15.11.2000 r.

 © Copyright by Stefan Szary

 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=