Stefan Szary / FILOZOFIA
  W życiu chodzi o miłość. Vincent van Gogh w Borinage
 

W ŻYCIU CHODZI O MIŁOŚĆ
„TEN, KOMU BRAK UCZUCIA, TRWA W ŚMIERCI”

Vincent van Gogh w Borinage: listopad 1878–październik 1880
 
1. „Dobrze widzi się tylko sercem” [1]
            Oto, dzięki dobroci i życzliwości przyjaciół mieszkających w Brukseli, mogłem stanąć w miejscu niezwykłym, do którego 139 lat temu przybył dwudziestosześcioletni Vincent van Gogh, chcący pełnić rolę nie tylko kaznodziei, głoszącego biednym robotnikom z Borinage słowo Dobrej Nowiny, ile raczej prawdziwego duszpasterza, będącego razem z tymi, do których czuł się posłany. 

Muzeum Vincenta van Gogha w Mons. Dom, w którym  mieszkał Artysta.
Belgia, sierpień 2018. Wszystkie fotografie: Stefan Szary

         Przede mną otwarte drzwi skromnej chaty zapraszają, aby wejść do środka i zobaczyć pokój człowieka, który dopiero po śmierci zostanie odkryty jako wielki artysta. Wcześniej, chcąc być wiarygodnym świadkiem Chrystusa, Vincent van Gogh nie przywiązywał zbyt dużej wagi do wyszukanych słów i kwiecistej ekwilibrystyki, którą można zabłysnąć głosząc długie piękne kazania, lecz własnym życiem chciał zaświadczyć o prawdzie Ewangelii i miłości Boga do każdego człowieka, także tego, który doświadcza biedy, chorób, nędzy, odrzucenia. Zamiast wygodnego łóżka Vincent spał na worku słomy. Zamiast wyszukanych potraw jadł jedynie chleb, ryż i melasę. Zamiast pachnących, wyprasowanych koszul zakładał płótno używane do pakowania i chodził boso
[2]. Otaczający świat Vincent van Gogh postrzegał nie chłodnym, racjonalnym rozumem, darem epoki oświecenia, lecz sercem, które było w pewien sposób chore, bo przewrażliwione, lecz „(…) ten, komu brak uczucia, – pisał w liście do swojego brata Theo w lipcu 1880 roku – trwa w śmierci[3]. Uczucia, wrażliwość, empatia są ewangelicznymi ścieżkami dotarcia do drugiego człowieka. Światu, w którym prestiż człowieka mierzony był, a często i jest, zamożnością oraz zajmowanym miejscem w hierarchii społecznej, Vincent van Gogh przeciwstawił ewangeliczną prawdę o godności każdego człowieka – o godności wycieńczonego pracą węglarza, tkacza, ubrudzonego i spoconego człowieka, który zbiera kartofle na polu. 


 
Posługując się kryterium serca, stawał w obronie ludzi nierzadko pogardzanych i spychanych na margines życia społecznego. Służył chorym. W grudniu 1878 roku pisał do Theo: „Wracam właśnie z odwiedzin u starej kobieciny w rodzinie węglarzy. Jest ciężko chora, zachowała jednak wiarę i cierpliwość. Przeczytałem z nią rozdział z Biblii, a potem modliliśmy się razem z wszystkimi. Ludność miejscowa ma w swym charakterze coś odrębnego, jest prosta, dobra, tak jak ludzie u nas w Brabancji, pod Zundert i w Etten”[4].
Vincent sercem widział to, czego inni wzrokiem nie dostrzegają, bądź świadomie nie chcą widzieć. Pisał do brata we wrześniu 1880 roku: „Człowiek z głębi przepaści. De profundis, to węglarz, tkacz ma twarz zamyśloną, to marzyciel, somnambulik, niemal. Od dwóch lat bez mała przebywam z nimi i poznałem nieco ich oryginalny charakter – głównie węglarzy. I poza tym jest coś wzruszającego, wstrząsającego niemal w tych biednych i ciemnych robotnikach, ostatnich spośród ludzi, najbardziej pogardzanych, których przedstawia się zazwyczaj jako rasę złoczyńców i zbójów, idąc za głosem wyobraźni żywej może, ale fałszywej i niesprawiedliwej. Złoczyńcy, pijacy, zbóje są tu tak samo jak gdzie indziej, ale to jest bynajmniej ich prawdziwy typ”[5].
            Czy postawa van Gogha znalazła uznanie? Bynajmniej. Jego sposób bycia nie mieścił się w normach właściwego zachowania, które winno cechować przedstawiciela kościoła chrześcijańskiego. Cóż z tego, że mówiono o tym, iż nawrócił alkoholika. Cóż z tego, że z godnym podziwu poświęceniem służył chorym podczas epidemii tyfusu? Decyzja była jednoznaczna: Vincent van Gogh nie nadaje się do pełnienia funkcji pastora, którą w rodzinie godnie pełnił między innymi jego ojciec.
           
2. Załamanie Vincenta van Gogha
            Kryzys nie był czymś nowym w życiu Vincenta. Jednakże głębia depresji z okresu w Borinage wyraźnie znalazła swoje odzwierciedlenie w listach do Theo. Wnętrze Vincenta atakowane było destrukcyjnymi myślami o byciu ciężarem, intruzem, darmozjadem. Pojawiła się nawet perspektywa samounicestwienia, jako sposób rozwiązania bolesnego problemu. W październiku 1879 roku pisał do brata: „Niekiedy zastanawiam się poważnie nad tym, czy nie jestem czasem ciężarem dla ciebie i dla rodziny, czy stałem się już naprawdę niezdatny do czegokolwiek i czy mam się uważać za człowieka niepotrzebnego i za intruza. A może byłoby lepiej, gdyby mnie w ogóle nie było już na tym świecie, skoro i tak muszę stale wszystkim ustępować z drogi. Gdy pomyślę, że tak jest w istocie, ogarnia mnie uczucie smutku i muszę walczyć z całych sił, żeby nie wpaść w melancholię”[6].
            W kolejnym liście, napisanym do Theo dziewięć miesięcy później, w lipcu 1880 roku, odsłoniła się niesamowicie niska samoocena Vincenta, brak wiary w jakiekolwiek powodzenie, pustka zamiast myślenia pozytywnego, przekonanie o własnej nieużyteczności i próżniactwie: „(…) kłopoczę się tylko o jedno: w czym mógłbym być użyteczny, jak mógłbym przydać się na coś, jak mógłbym poznać i zgłębić ten czy inny temat? To jest moją nieustanną troską: poza tym czuję się tak skrępowany brakiem środków, nie mogę robić wielu rzeczy i tyle rzeczy niezbędnych jest poza moim zasięgiem. Dlatego czuję melancholię i pustkę, która powinna by zapełnić przyjaźń, wzniosłe i poważne uczucia. I wówczas straszne zniechęcenie zabija wszelką energię, jakaś fatalność zda się kłaść tamę naturalnym uczuciom i zalewa mnie niesmak. Mówię sobie: „Mój Boże, jak długo jeszcze?”[7].



Ten długi list kończył się prośbą i życzeniem: „Gdybyś tylko mógł uważać mnie za coś innego niż za próżniaka najgorszego rodzaju, byłbym bardzo zadowolony”[8].
 
3. Pragnienie wolności – „jak ptak w klatce”
            Żywiołem serca jest wolność. Rozum potrafi co najwyżej odkryć, podobnie jak Hegel, „nieuświadomioną konieczność”, ale Vincent nie był heglistą. Czuł w sobie pragnienie bycia wolnym, nieskrępowanym, nieograniczonym żadną koniecznością. Chciałby wyrażać siebie tak, jak to tylko jest możliwe. Z jednej strony doświadczał poczucia wewnętrznej wolności, z drugiej zaś czuł bariery, które tłamsiły jego wnętrze. W cytowanym już liście porównał siebie do ptaka uwięzionego w klatce: „Ptak w klatce czuje doskonale na wiosnę, że na coś mógłby się przydać, że miałby coś do zrobienia, ale nie może tego zrobić – co to jest? Nie pamięta, jego myśli są niejasne i powiada sobie: «Inne ptaki lepią gniazda, mają małe i wychowują je». I wówczas bije głową o pręty klatki. Ale klatka jest klatką i ptak szaleje z bólu”[9]. Ból Vincenta dotyczył nie tylko barier materialnych – braku funduszy na płótna, farby itd., lecz także – zwłaszcza w późniejszym okresie jego życia – wewnętrznej walki o adekwatne wyrażenie idei, które czuł w sobie i które chciał przedstawić na płótnie.

 
4. Tęsknota poznania
            Jednym z największych niebezpieczeństw, jakie może pojawić się w życiu artysty, jest brak idei, pustka twórcza, niemoc artystyczna. Z listów Vincenta z okresu w Borinage, jawi się on jako człowiek wypełniony tęsknotą poznania, tęsknotą kształcenia. Rozpoznając w sobie miłość do książek i miłość do malarstwa, wyznał w liście swojemu bratu: „mam ciągłą potrzebę kształcenia się, studiowania, jeśli wolisz, i trzeba mi tego jak chleba. Ty potrafisz to zrozumieć. Kiedy byłem w innym otoczeniu, wśród obrazów i dzieł sztuki, pokochałem gwałtowanie to otoczenie, dochodząc w tym, jak wiesz, do entuzjazmu. Nie czuję z tego powodu skruchy i dziś jeszcze będąc daleko, czuję tęsknotę za krajem obrazów. (…) Jeśli możesz więc przebaczyć mi zgłębianie obrazów, musisz się też zgodzić, że miłość do książek jest tak samo święta jak miłość do Rembrandta, i myślę nawet, że oba uczucia się uzupełniają”[10]. Warto podkreślić to, co dla wielu ludzi jest zbyt oczywiste, a przez to przedwcześnie zapodziewane, a na co uwagę zwrócił van Gogh, iż w życiu trzeba nauczyć się trzech rzeczy: czytania, widzenia i samego życia[11]. Warto się chwilę w ciszy nad tym zastanowić...
 
5. Ku poznaniu Boga
            Czy są jakieś granice zakreślające kres tęsknocie poznania? Co jest jego ostatecznym celem? Vincent nie miał wątpliwości co do tego, że człowiek jest istotą skierowaną ku Bogu. Co więcej, ku Niemu prowadzi nie jedna, oficjalnie potwierdzona droga, lecz wiele najróżniejszych ścieżek. Jedną z nich jest także sztuka. Sztuka dla Vincenta van Gogha miała bez cienia wątpliwości charakter religijny, może nawet kaznodziejski, czy też raczej duszpasterski, poprzez odwoływanie się nie do zmysłu wzroku, lecz głębiej, do uczuć, których siedliskiem jest serce. W liście do Theo Vincent wyjaśniał: „(…) mimo woli skłonny jestem zawsze sądzić, że nie ma lepszego sposobu poznania Boga jak wielka miłość. Kochać przyjaciela, człowieka, rzecz, co chcesz zresztą, a dzięki temu znajdziesz się na dobrej drodze, tak sobie mówię. Ale trzeba kochać pięknym i poważnym uczuciem, z wolą, z inteligencją, i dążyć zawsze do lepszego i pełniejszego poznania. To prowadzi do Boga, to prowadzi do niewzruszonej wiary. Dla przykładu: kto głęboko pokocha Rembrandta, zrozumie, że jest Bóg, uwierzy”[12]. Czyż nie jest tak, że kto głęboko pokocha van Gogha, także zrozumie, że jest Bóg, uwierzy?
 
6. Odnalezienie siebie
            Listy Vincenta van Gogha napisane w trudnym okresie życia w Borinage ukazują nie tylko moment bolesnego załamania, spowodowanego między innymi pęknięciem dotychczasowych planów życiowych, ale także niesamowitą walkę o odnalezienie siebie. Człowiek jest istotą, która nie tylko chce żyć, ale chce żyć z poczuciem godności, poczuciem sensu[13]. Okres Vincenta w Borinage to czas trudnej walki wewnętrznej o sens życia, o godność, o nadzieję, o siebie. Wydaje się, że oto nastąpił moment istotnego przełamania, gdy w liście do brata napisał: „Ktoś, kto długo błąkał się po burzliwym morzu, przybija wreszcie do celu; ten, który, zdawało się, nie nadaje się do niczego, nie potrafi pełnić żadnej funkcji, zajmować żadnego miejsca, w końcu znajduje miejsce dla siebie, staje się aktywny, zdolny do czynu i zupełnie inny, niż myślano z początku”[14].    


 
Vincent odkrył swoją misję i siłę do działania w rysowaniu. To ważne odkrycie i pierwszy krok w realizacji powołania do malarstwa został uczyniony właśnie tutaj, w Borinage. W końcu nastąpiła ważna zmiana, o której poinformował brata w ostatnim liście pochodzącym z tego okresu, napisanym 24 września 1880 roku: „W tej biedzie jednak czułem, jak wraca mi energia, i powiedziałem sobie: cokolwiek będzie, dowiodę, że mam jeszcze energię, sięgnę po ołówek, który porzuciłem w wielkim zniechęceniu, zacznę znowu rysować; od tej chwili, jak mi się zdaje, wszystko się dla mnie zmieniło i teraz jestem na dobrej drodze, ołówek stał mi się posłuszny i z dnia na dzień słucha mnie coraz bardziej. Zbyt długotrwała i zbyt wielka nędza zniechęciła mnie tak bardzo, że nie mogłem nic robić”[15].
Łatwiej w biografii Vincenta van Gogha wskazać chwile trudne, przeżywane okresy depresji, przykłady zachowań, które trudno jest racjonalnie wyjaśnić, konkretny czas pobytu w szpitalach dla chorych psychicznie i ostatecznie snuć domysły odnośnie jego śmierci, aniżeli znaleźć chwile szczęścia. A jednak na zakończenie trudnego okresu życia w Borinage, Vincent napisał do brata o przeżywanej przez niego radości: „Nie umiem ci powiedzieć, jak czuje się szczęśliwy, odkąd zabrałem się znów do rysowania, mimo codziennych trudności, które nie miną tak szybko”[16].  
 
7. W życiu chodzi o miłość
            Niespełna dwa lata, ściślej mówiąc: dwadzieścia trzy miesiące, Vincent van Gogh przebywał w Borinage. Przyjechał tu, aby jako kaznodzieja głosić garstce ubogich górników, tkaczy, rolników Ewangelię, wyjechał, by głosić prawdę uczuć jako malarz. Jedna i druga działalność jest służbą dla ludzi. Czego można się nauczyć od Vincenta van Gogha? Jakie przesłanie jest szczególnie ważne? Oto ludzie, tak dawniej jak i dziś, wciąż potrzebują wzajemnej życzliwości, – bo tajemnica życia jest w gruncie rzeczy bardzo prosta: w życiu chodzi o miłość. To ona jest wciąż brakującym i poszukiwanym lekarstwem. To ona potrafi człowieka wznieść ku wyżynom, zaś jej brak – niszczyć i zabijać. Tajemnica Vincenta Van Gogha kryje się w tym, że każdy namalowany przez niego obraz to świat jego serca, którego żadna suma pieniędzy nie jest w stanie właściwie wycenić. Każda cena, choćby szacowana na miliony dolarów, jest w gruncie rzeczy zbyt niska.
Jestem szczęśliwy, że dzięki przyjaciołom mogłem pojechać do Mons, miasteczka w Belgii, i wejść do domu, w którym mieszkał Vincent. To tu powstała część jego listów do Theo, odzwierciedlających trudny i ważny okres w jego życiu. To tu napisał słowa, które wciąż są aktualne, że życie jest wartością, jest darem, który należy szanować i cenić, i że jedną z najważniejszych spraw w tym życiu jest okazywanie jeden drugiemu życzliwości. Pisał do swego brata: „W czasie twego pobytu, gdy spacerowaliśmy razem, miałem znów uczucie, które dawniej miewałem częściej niż teraz: że życie jest dobrym i kosztownym darem, który powinniśmy umieć cenić. Dawno już nie byłem tak ożywiony i radosny. Stopniowo życie zaczynało tracić dla mnie wartość i urok, stawało się obojętne, tak mi się przynajmniej zdawało. Ale kiedy żyje się między ludźmi, z którymi łączy nas wzajemna życzliwość, wówczas człowiek widzi cel istnienia, przestaje czuć się bezwartościową i bezużyteczną istotą, myśli, że może się na coś przydać, bo ludzie odbywający tę samą drogę, towarzysze podróży, potrzebują się nawzajem. Poczucie godności osobistej jest w dużej mierze zależne od stosunków z innymi ludźmi”[17]



Zobacz także: 

stefan-szary.pl.tl/Vincent-Van-Gogh--k1-1853_1890-k2-.htm

stefan-szary.pl.tl/Paideia-w-malarstwie-Vincenta-Van-Gogha.htm

stefan-szary.pl.tl/4-.--O-%26%23380%3Byciu-wed%26%23322%3Bug-Vincenta-van-Gogha.htm
 


[1] A. de Saint-Exupéry, Mały Książę, tł. J. Szwykowski, Warszawa 1991, s. 65.
[2] Por. Wprowadzenie do rozdziału: Borinage, w: Vincent van Gogh, Listy do brata, tł. J. Guze, M. Chełkowski, Warszawa 2002, s. 74.
[3] Vincent van Gogh, Listy do brata, dz. cyt., s. 92.
[4] Tamże, s. 76.
[5] Tamże, s. 94.
[6] Tamże, ss. 84-85.
[7] Tamże, s. 89.
[8] Tamże, s. 93.
[9] Tamże, s. 92.
[10] Tamże, ss. 86 i 89.
[11] Por. tamże, s. 89.
[12] Tamże, ss. 90-91.
[13] Podstawowe założenie m.in. logoterapii V. E. Frankla.
[14] Vincent van Gogh, Listy do brata, dz. cyt., s. 91.
[15] Tamże, s. 94.
[16] Tamże, s. 95.
[17] Tamże, s. 82.

 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=