Stefan Szary / FILOZOFIA
  Człowiek wobec piękna, prawdy i dobra
 

CZŁOWIEK WOBEC PIĘKNA, PRAWDY I DOBRA

porządek aksjologiczny i dramat wartości według myśli filozoficznej Józefa Tischnera
 
1. Dramat wartości
 
            Żywiołem filozofa jest świat pytań. Drogą filozofa jest poszukiwanie. Poczujmy się zatem przez chwilę filozofami, to znaczy wejdźmy w świat pytań, które jak światło latarni morskiej przywołują nas ku sobie; pytań na pozór prostych i zwykłych. Czy piękna dziewczyna jest zawsze zarazem dobra? Czy przyjaciel, który mówi prawdę o postępowaniu, zawsze wypowiada słowa miłe i piękne? Czy to, co naprawdę dobre, musi być zawsze bezwzględnie wypowiedzianą prawdą? Pytania te, które odwołują się wprost do naszego codziennego doświadczenia, odkrywają przed nami świat, w którym uobecnia się jakiś dramat. Dramat ten jest dramatem dziejącym się w świecie wartości, dotyczy bowiem wartości podstawowych: piękna, prawdy i dobra.
Dlaczego to, co piękne, nie zawsze jest dobre? Dlaczego to, co dobre, nie zawsze odsyła wprost do prawdy? Dlaczego ujawnia się jakiś konflikt pomiędzy wartościami? Nasz sposób doświadczania ideałów aksjologicznych – zauważa Józef Tischner – owych wartości: piękna, prawdy i dobra ma charakter dramatyczny[1]. Twórca Filozofii dramatu dochodzi do przekonania, że „dobro, prawda i piękno non convertuntur, lecz »spierają się« między sobą o pierwszeństwo”[2]. Dokonując różnych wyborów, zadajemy sobie pytanie: „Które wartości są niższe, a które wyższe, które pierwsze, a które wtórne?”[3]. W ludzkie doświadczenie świata wartości wpisane jest doświadczenie dramatu. W dramacie tym nie tyle dobro walczy ze złem, prawda z kłamstwem, a piękno z brzydotą, lecz dobro, prawda i piękno toczą wzajemny spór „o miejsce w hierarchii i pierwszeństwo w rywalizacji. (...) Co stoi wyżej – pyta Tischner – piękno czy dobro, piękno czy prawda, prawda czy dobro? O co człowiek jako istota dramatyczna powinien zabiegać najpierw: o prawdę, dobro [czy też] o piękno?”[4]. Pytanie to prowadzi bezpośrednio do najważniejszego z pytań, jakie może postawić sobie człowiek w czasie swojego istnienia: co nadaje najgłębszy sens mojemu życiu? Wszyscy dobrze wiemy o tym, że dramat poszukiwania odpowiedzi na to pytanie nie wyczerpuje się w rozważaniach intelektualnych. Wszystko może stać się pustą gadaniną, jeżeli wartość pozostanie jedynie na poziomie słów. Niemniej jednak refleksje filozoficzne mogą stać się zachętą, pobudką czy też – jak mówił Søren Kierkegaard – przedmową do mowy właściwej. Mową właściwą zaś wydaje się po prostu życie człowieka.
Pragniemy zatem przyjrzeć się nieco szerzej trzem stadium egzystencji: stadium estetycznemu, etycznemu i religijnemu. Podział ten, który zawdzięczamy Kierkegaardowi, odwołuje się do trzech idei aksjologicznych: piękna, prawdy i dobra. W filozofii po Kierkegaardzie znajdujemy filozoficzne propozycje egzystencji, w których tym, co najważniejsze, tym, co pierwsze, jest albo zabsolutyzowane piękno (filozofia Friedricha Nietzschego), albo zabsolutyzowana prawda (filozofia Martina Heideggera) lub też zabsolutyzowane dobro (filozofia Emmanuela Lévinasa i Józefa Tischnera). Istotne jest zrozumienie i pamiętanie o tym, na czym polega absolutyzacja. Zabsolutyzowane oznacza tutaj niezależne, oderwane, postawione jako absolutnie pierwsze. Łaciński czasownik „absolvo, ere” to tyle, co odwiązywać, uwalniać, wyzwalać[5].
Piękno absolutne to piękno postrzegane niezależnie ani od prawdy, ani dobra. Absolutna prawda to prawda widziana niezależnie od dobra i piękna. I absolutne dobro to dobro niezależne od prawdy i piękna. Mam nadzieję, że proste przykłady uwidocznią nam bardziej to, o czym będzie mowa.
 
2. Zabsolutyzowane piękno
 
            Jak już zostało powiedziane wyżej, z propozycją zabsolutyzowanego piękna wystąpił w swojej filozofii Friedrich Nietzsche. Według niego, tylko piękno potrafi nadać ludzkiemu życiu właściwy blask i sens. W Narodzinach tragedii napisał: „w znaczeniu, jakie mają dzieła sztuki, tkwi nasza godność najwyższa – bo tylko jako zjawisko estetyczne jest istnienie i świat usprawiedliwiony na wieki”[6]. Tischner zauważa: „Rozstrzygnięcie to oznacza zajęcie stanowiska w sporze: dobro jest jedynie o tyle dobrem, o ile jest pięknem, prawda jest o tyle prawdą, o ile jest piękną prawdą. Istnienie, dobro i prawda dochodzą do absolutnego usprawiedliwienia w pięknie”[7]. Dla Nietzschego, jak wiemy, ideałem nie był świat chrześcijański, ale antyczny świat przedsokratejski. Sokrates, jego zdaniem, a później także Chrystus i chrześcijaństwo przyczynili się do zniszczenia wielkiej filozofii. Stąd sam Nietzsche postulował powrót do wielkości wcześniejszego świata.
            Spróbujmy wyjaśnić to w możliwie najprostszy sposób. W świecie, w którym żyjemy, są bogaci i biedni, szczęśliwi i wiecznie zapłakani, radośni i cierpiący, zakochani i nieszczęśliwi. Tak po prostu jest. Los każdego jest inny. Istotne nie jest to, co nas w życiu spotyka, istotne jest to, co my z tym robimy. A powinniśmy – zdaniem Nietzschego – uczynić jedno: przeżywać swoje życie poprzez kategorię piękna, co wcale nie oznacza związku z prawdą i dobrem. Ilustrujący tę sytuację przykład stanowi postawa Nerona. Dla Nerona bowiem widok płonącego Rzymu i palonych żywcem ludzi był swoistym przeżywaniem piękna. Pięknu zabsolutyzowanemu, to znaczy oderwanemu od dobra i zła, prawdy i kłamstwa, grozi szaleństwo irracjonalnego upojenia.
Czy piękno zatem usprawiedliwia? Czy piękno zbawia? Czy piękno nadaje najpełniejszy sens ludzkiej egzystencji? Chrześcijaństwo strąca piękno z piedestału panowania. Chrystus na krzyżu nie był piękny. Myślę, że film Mela Gibsona Pasja między innymi chciał ukazać tragedię bólu i cierpienia Chrystusa, w którym nie było piękna, ale były właśnie ból i cierpienie. „Jak wielu osłupiało na Jego widok – czytamy u proroka Izajasza – tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd i postać Jego była niepodobna do ludzi”[8]. I znów odwołajmy się do przykładu z życia: jeżeli żona traci piękno swojej twarzy z powodu na przykład wypadku, czy można ją wtedy porzucić dla innej piękniejszej kobiety?
 
3. Zabsolutyzowana prawda
 
            Panowanie prawdy to pokusa, zwłaszcza dla filozofów i różnego rodzaju ideologów. To nawet przestroga dla filozofów, aby nigdy nie stali się ideologami i nie umieszczali prawda na piedestale. Wydawałoby się, że przecież o to najbardziej chodzi, aby naprawdę być. O prawdę bycia upominał w się swojej filozofii M. Heidegger. Filozof ten nie pytał o dobro i zło, ale w pierwszym rzędzie stawiał pytanie o prawdę. Heidegger pytał o prawdę bycia. Co jednak począć, gdy w grę wchodzi prawdziwy morderca? Czy nie lepiej byłoby, gdyby odnosiła się do niego kategoria nieprawdy, kłamstwa? Co począć w przypadku prawdziwego kłamcy? Czy prawdziwy kłamca naprawdę jest prawdziwy? Rację miał austriacki psychiatra i psycholog Alfred Adler, gdy w pracy Sens życia napisał: „Brzmi to dziwnie, ale może każdy człowiek doświadczył, że miał rację i że z tego właśnie wyniknęło nieszczęście”[9]. Ileż to razy żałowaliśmy w życiu tego, że upierając się przy swojej racji, pokłóciliśmy się z najbliższymi! Co z prawdą, która potrafi zabić nadzieję? Czy lekarz powinien słabemu psychicznie, załamanemu już i tak człowiekowi dowalić prawdą jak obuchem w głowę? Co z sytuacją gdy w imię prawdy szerzy się i podsyca wzajemną nienawiść?
Wydaje się, że problem nie istnieje tak długo, jak długo prawdy się poszukuje. Problem zaczyna się wówczas, gdy komuś wydaje się, że prawdę „ma”. Problem ten nieco w nieco żartobliwym tonie zilustrował, posługując się gwarą góralską, J. Tischner: „I powiym to jesce: choćbyś nawet prowde poznoł, to jej drugiemu nie przekozes. Jak przekazujes, to przekazujes słowa, a sprawa ostaje. Słowa krązą, a sprawy ostajóm. Cy ty wiys, co drugi widzi, kie ty godos „cyrwóne”? Co ón widzi to samo, co ty? Cy wies, co baba cuje, kie ty godos: „jeść mi sie fce”? Telo ci powiym: tego, co ty cujes, ona nie cuje! Kie jedyn i drugi fce dójść prowdy, to z tego ino bitki powstajóm. Nie prowdy sukoj, ale kolegów”[10].
 
4. Dobro na piedestale
 
            Zarówno E. Lévinas, jak i J. Tischner uważają, że dobro jest wartością pierwszą. Życie człowieka nabiera właściwego blasku, a prawda okazuje się rzeczywiście prawdą bycia nie inaczej, jak właśnie dzięki dobru. Dobro – według obu tych myślicieli – usprawiedliwia sens egzystencji i nadaje mu najgłębszy wymiar. Powstaje pytanie: dlaczego? Dlaczego właśnie dobro należy wynieść na piedestał, ponad prawdę i piękno? W filozofii Lévinasa i Tischnera istotne znaczenie posiada Drugi. Nie ma filozofii Lévinasa, a także Tischnera bez Drugiego. „Doświadczeniem źródłowym – mówi Tischner – jest doświadczenie drugiego człowieka”[11]. A główny dramat przeżywany przez człowieka to dramat miłości i nienawiści, zdrady i przebaczenia, spotkania i rozstania. „Zajmuję się filozofią osoby – wyznaje dalej Tischner – i pytam, jak musi być zbudowana osoba, żeby mogło się wydarzyć spotkanie”[12]. Spotkanie w pełni, to znaczy takie spotkanie, które tym jest pełniejsze, im więcej wzajemnego zaufania. Istotne pytanie, jakie się teraz pojawia brzmi: co tworzy fundamentalny warunek wzajemnego zaufania? Co może prawdziwe zbliżyć ludzi ku sobie?
            W powieści Skrzywdzeni i poniżeni Fiodor Dostojewski ukazuje postać Nelly, chorej dziewczynki, której matka dopiero co zmarła w okropnej nędzy. Dziewczynkę wyrwał ze środowiska złych, perfidnych ludzi główny bohater powieści i zaopiekował się nią. Sprowadził lekarza, podeszłego już w wieku człowieka, „najpoczciwszego Niemca w Petersburgu”. Kiedy lekarz podawał dziewczynce rozpuszczone w wodzie lekarstwo, dziewczynka zawadziła ręką o łyżkę i wszystko rozlało się na podłodze. Podobnie zrobiła za drugim razem. Zawsze jednak zadawała to samo pytanie: a czy teraz pan mnie lubi? Po drugim razie staruszek, ocierając twarz chusteczką, rzekł: Ach! Znowu... Jak to niedobrze! Ale... można rozpuścić jeszcze jeden proszek... „Nelly stropiła się strasznie. Oczekiwała naszego gniewu, myślała, że zaczniemy na nią krzyczeć, robić wymówki, może podświadomie chciała tego nawet w tym momencie, aby móc wybuchnąć histerycznym płaczem, porozrzucać znowu proszki, a może nawet potłuc coś ze złości i tym zaspokoić swoje kapryśne, obolałe serduszko (...).
            Nagle, zdumiona anielską dobrocią skrzywdzonego przez nią staruszka i cierpliwością, z jaką rozpuszczał dla niej trzeci z kolei proszek bez słowa wymówki, Nelly ucichła. Sarkazm znikł z jej warg, twarz nagle się zarumieniła, oczy zwilgotniały; chwilę patrzyła na mnie i zaraz się odwróciła. Doktor podał lekarstwo. Spokojnie i nieśmiało wypiła je, pochwyciła czerwoną, pulchną rękę starca i powoli spojrzała mu w oczy.
            – Pan... się gniewa dlatego, że jestem zła – powiedziała, lecz nie dokończyła, schowała się pod kołdrę, nakrywając się z głową, i głośno, spazmatycznie się rozpłakała.
            – O, drogie dziecko, nie płacz... To nic, to tylko nerwy, proszę, napij się wody (...). Dobre, wdzięczne dziecko – powiedział doktor uroczyście i tkliwie. – Biedna dziewczynka!
            Od tego dnia pomiędzy nim i Nelly nawiązała się jakaś osobliwa, dziwaczna sympatia (...). Nelly go bardzo pokochała i zawsze witała go wesołym uśmiechem, choćby była nie wiem jak smutna przed jego przyjściem. Ze swej strony, staruszek zaczął przychodzić codziennie, a czasem i po dwa razy dziennie, nawet wtedy gdy Nelly zaczęła już chodzić i zupełnie wracała do zdrowia; zdawało się, iż tak go oczarowała, że nie mógł wytrzymać ani jednego dnia, nie słysząc jej śmiechu i żartów z niego, nieraz bardzo zabawnych”[13].
            Pozostawiliśmy pytanie: co może prawdziwie zbliżyć ludzi ku sobie? Odpowiedź stała się oczywista: Dobro. W zakończeniu do Filozofii dramatu Józef Tischner napisał: „Szczęście przychodzi, gdy człowiek wybiera Dobro przeciwko złu, które go wciąga. Wybierając udzielające się człowiekowi Dobro, człowiek staje się szczęśliwy. Im wyższe dobro wybiera, tym mocniejsze życie. Wybierając wciąż życie wedle dobra, człowiek wznosi się ku czemuś, co jest ponad czasem. Jest przeświadczony, jakoby samo Wiekuiste Serce pociągało go ku sobie. Człowiek wprowadził swój kruchy los pod dach Dobra, które mu błogosławi”[14].
            Chciałem, ażeby te słowa były tylko i aż zachętą, pobudką czy też przedmową do mowy właściwej. A mową właściwą jest po prostu codzienne życie człowieka. Dziękując za życzliwe wysłuchanie, życzę każdemu nieustannego wzrastania w Dobru, które prawdziwie uszczęśliwia.
 
  
 

[1] Por. J. Tischner, Myślenie w żywiole piękna, Kraków 2004, s. 21.
[2] Tamże.
[3] Tamże.
[4] Tamże, s. 21–22.
[5] Por. Mały słownik łacińsko-polski, red. J. Korpanty, Warszawa 2001, s. 10.
[6] F. Nietzsche, Narodziny tragedii, przeł. L. Staff, Kraków 1907, s. 5.
[7] J. Tischner, Myślenie w żywiole piękna, dz. cyt. s. 22.
[8] Iz 52, 14.
[9] A. Adler, Sens życia, przeł. M. Kreczowska, Warszawa 1986, s. 172.
[10] J. Tischner, Historia filozofii po góralsku, Kraków 2001, s. 37.
[11] Tenże, Spotkanie. Z ks. Józefem Tischnerem rozmawia Anna Karoń-Ostrowska, Kraków 2003, s. 128.
[12] Tamże, s. 132.
[13] Por. F. Dostojewski, Skrzywdzeni i poniżeni, przeł. Wł. Broniewski, London 1992, s. 267–272.
[14] J. Tischner, Filozofia dramatu, Paris 1990, s. 257.

© Copyright by Stefan Szary
 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=