Stefan Szary / FILOZOFIA
  Praca ludzka jako wartość w świetle patriotyzmu
 


PRACA LUDZKA JAKO WARTOŚĆ W HORYZONCIE PATRIOTYZMU

Wykład wygłoszony podczas sympozjum pt. Praca jako wyraz współczesnego patriotyzmu, zorganizowanym przez Wydział Nauk Społecznych w Warszawie Szkoły Wyższej im. Bogdana Jańskiego – 13.05.2006 r.

1. Praca ludzka oraz patriotyzm jako zagadnienia filozoficzne
 
            Podczas naszego sympozjum nadszedł czas na refleksję o charakterze filozoficznym. Już na samym początku trzeba uświadomić sobie to, że zagadnienie patriotyzmu, jak i pytania dotyczące tematu pracy ludzkiej należą do ważnej części dyskusji filozoficznej, znanej jako spór o człowieka. Jak wiadomo, filozofowie posługują się różnymi narzędziami w swojej pracy, której celem jest dotarcie i ukazanie tego, «co» i «jak» naprawdę jest. Jednym ze sposobów myślenia filozoficznego jest kierunek zwany egzystencjalizmem. W centrum refleksji egzystencjalnej jest postawiony człowiek – konkretny, niepowtarzalny – z tajemnicą własnego życia. Do najistotniejszych pytań, jakie stawiają egzystencjaliści, należą pytania: Czym jest tajemnica ludzkiego życia? Jak do niej się zbliżyć? Jak ją właściwie rozumieć i w jaki sposób ją wyrazić? Polski filozof ks. Józef Tischner, dla którego „myślenie o Polsce” i „myślenie o pracy” były tematami niezwykle ważnymi, twierdził, że kluczem do tajemnicy człowieka jest „świat ludzkich wartości”.
            Z zatroskania o tę wartość, którą jest właśnie człowiek – konkretny, żyjący dziś, należący do tego, a nie innego narodu – powstają pytania dotyczące dwóch zagadnień sformułowanych w temacie naszej konferencji. Są nimi: patriotyzm i praca.
 
2. Zagadnienie patriotyzmu
 
2.1. Patriotyzm jako postawa
            Kierując naszą myśl najpierw na zagadnienie patriotyzmu, nie zatrzymujmy się na samym słowie. Patriotyzm bowiem to nie tyle sprawa terminów, definicji, takich czy innych deklaracji. Patriotyzm to przede wszystkich czytelne świadectwo ludzi o niekłamanej, prawdziwej i szczerej miłości swojej ojczyzny, takich osób jak chociażby św. królowa Jadwiga, król Jan III Sobieski, Adam Mickiewicz, Cyprian Kamil Norwid, Bogdan Jański, Krzysztof Kamil Baczyński, ks. Jerzy Popiełuszko, Jan Paweł II. Każdą z tych osób można by zapytać podobnie, jak uczynił to Norwid w swoim wierszu:
 
Żeby zapytał kto Jana III-go
idącego pod Wiedeń,
co to jest O j c z y z n a? –
odpowiedziałby:
                       „Jest to miejsce,
w którym najmilej spocząć i umrzeć –
kiedy się ma gotowość nieustanną życia,
i utrudzania się tam,
gdzie w każdym czasie danym
najdzielniej o Ludzkość idzie.[1]
 
            Mając w świadomości życiowe świadectwa Polaków, możemy teraz przywołać definicję patriotyzmu. Patriotyzm to „miłość ojczyzny, własnego narodu połączona z gotowością ofiar dla nich”. Pokochać ojczyznę znaczy – po pierwsze: odkryć w sobie zdolność do miłości i po drugie: odkryć w ojczyźnie wartość, jako przedmiot tej właśnie miłości.
 
2.2. Współczesny kryzys patriotyzmu
Przy okazji wielu różnorakich dyskusji i debat dość często można usłyszeć stwierdzenie, że obecne czasy cechuje kryzys patriotyzmu. Wydaje się jednak, że sprawa sięga głębiej i dotyka samego rdzenia człowieka współczesnego. Wymieniany kryzys patriotyzmu nakazywałby bowiem zapytać o zdolność do miłości u współczesnego człowieka. Jak rozumiana jest miłość? Czy w imię miłości człowiek współczesny gotowy jest do podjęcia trudu walki z głównym jej przeciwieństwem, jakim jest egoizm? Nie wolno przy tej okazji zapominać o tym, że po pierwsze: dzieje naszego narodu wyraźnie ukazują to, iż Polacy w różnych momentach i sytuacjach historycznych dawali świadectwo najgłębszej miłości do swojej Ojczyzny; a po drugie: trzeba też pamiętać i o tym, że przez wiele lat programowo walczono z tym, co polskie, w imię tzw. postępu – obowiązkowo z przymiotnikiem – socjalistycznego. „Wyrzec się lojalności względem własnego państwa – pisał o tamtej sytuacji Czesław Miłosz – i zniszczyć uczucia patriotyczne wpajane w szkole i na uniwersytecie: taka była cena wkroczenia na drogę postępu”[2].
            W naszej historii był taki czas, kiedy Polski nie było na mapie świata, kiedy – z pragmatycznego punktu widzenia – nie można było niczego od ojczyzny oczekiwać, a jednak byli tacy, którym miłość i nadzieja – nawet wbrew nadziei – wypełniały serca. To, że mamy dziś naszą ojczyznę, zawdzięczamy ich prawdziwemu patriotyzmowi.
 
2.3. Troska o patriotyzm
Patriotyzm nie bierze się znikąd. Wyraża się w trosce to, co nazywamy duchowym dziedzictwem narodu. Praca nad patriotyzmem wyraża się w trosce o kulturę narodową, o język polski, o pielęgnowanie tradycji patriotycznych. Nawiązując do zacytowanej przed chwilą wypowiedzi Czesława Miłosza, możemy powiedzieć, że troska ta powinna w szczególny sposób być żywa i widoczna zwłaszcza w szkołach i na uniwersytetach. Nie powinno jej brakować ani w rodzinach, ani w nauczaniu Kościoła. Niebagatelna jest także rola mediów, które mają ogromny wpływ na kształtowanie się świadomości człowieka współczesnego. I w końcu najboleśniejsze chyba pytanie: czy nie żyjemy w chwili, w której pragmatyzm próbuje stać się bezwzględnie najważniejszym życiowym kryterium człowieka? Mam na myśli nie każdą formę pragmatyzmu, chodzi mi raczej o postawę pragmatyzmu prymitywnego, to znaczy taką jego formę, w której «więcej mieć» w absolutny sposób pragnie zwyciężyć nad «bardziej być». Przed takim niebezpieczeństwem, jak pamiętamy, przestrzegał nas Jan Paweł II.
Przeciwstawiając się pragmatyzmowi prymitywnemu, nie odrzucamy jednakże znaczenia i wartości owego «mieć». W sztuce życia często chodzi o umiejętne rozłożenie akcentów. Zwłaszcza w dzisiejszym świecie ludzkie «mieć» tak bardzo zależy od pracy. Był czas, kiedy ludzie czuli się zmuszeni do opuszczenia Polski (czy raczej PRL-u) z racji politycznych. Dziś wielu ludzi czuje się zmuszonych do emigracji z powodów ekonomicznych. Wyjeżdżają w poszukiwaniu pracy i godziwej za nią zapłaty. Jest ogromnym bólem i winno stać się przedmiotem najgłębszego zatroskania wszystkich mających jakikolwiek wpływ na sytuację w naszym kraju to właśnie zjawisko: wyjazdu naszych rodaków z kraju w poszukiwaniu pracy.
 
3. Zagadnienie ludzkiej pracy
 
3.1. Praca w horyzoncie wartości
Przejdźmy zatem do drugiej części refleksji: o ludzkiej pracy. I tak jak przy patriotyzmie, tak i teraz nie wychodźmy najpierw od definicji, ale od konkretnej sytuacji człowieka. Najczęściej dociera dziś do nas ból człowieka, który w Polsce nie ma pracy – zjawisko bezrobocia. To choroba o powszechnym zasięgu. Po drugie mamy przed sobą ludzi, studentów, którzy nie wiedzą, czy to, co czynią, czego się uczą, kierunki kształcenia, na które się decydują, są dobrym wyborem. W naszej rzeczywistości przywilejem wybrańców losu jest to, że mogą realizować się zawodowo w obranej wcześniej dziedzinie. Rysem charakterystycznym człowieka współczesnego żyjącego w Polsce jest niepewność związana z horyzontem «mieć». Konsekwencją staje się kryzys nadziei, artykułowany w pytaniu: Czy dzięki pracy będę mógł zapewnić godne życie w tym kraju sobie i swoim bliskim? W pytaniu o «mieć» przebija troska o «być» w głęboko rozumianym pojęciu: godne życie.
 
3.2. Zjawisko kryzysu pracy
W filozofii człowieka tym, wobec czego nie można przejść obojętnie, jest właśnie zjawisko „kryzysu pracy”, czy też – jak mawiał J. Tischner „choroby pracy”. Jakie znaczenie kryje w sobie termin: „chora praca”? Jest to taka praca, która obraca się przeciwko człowiekowi, która w swojej patologicznej postaci nie tylko nie buduje, ale nawet przyczynia się do niszczenia ludzkiego «być», w najbardziej dosłownym znaczeniu. „Przyszło mi raz na myśl – pisze we Wspomnieniach z domu umarłych Fiodor Dostojewski – że gdyby kto chciał kompletnie zmiażdżyć, zniweczyć człowieka, ukarać go karą najokropniejszą, taką, że najgorszy morderca wzdrygnąłby się przed nią i z góry by się jej przeraził, to wystarczyłoby tylko nadać robocie cechę zupełnej, całkowitej bezużyteczności i bezsensowności. Jeżeli obecna robota katorżnicza jest dla więźnia nieciekawa i nudna, to sama w sobie, jako praca, jest sensowna: więzień robi cegły, kopie ziemię, tynkuje, buduje; praca ta ma sens i cel. (…) Ale gdyby mu kazać, na przykład, przelewać wodę z jednego kubła do drugiego, a z drugiego do pierwszego, tłuc piasek, przenosić kupę ziemi z jednego miejsca na drugie i z powrotem – sądzę, że więzień by się powiesił po kilku dniach albo by popełnił tysiące zbrodni, żeby się bodaj przez śmierć wyzwolić z takiego poniżenia, wstydu i męki”[3].
Myśl Dostojewskiego znalazła najpełniej swoją tragiczną próbę spełnienia w historii wieku XX. W obozach śmierci – ich symbolami są Auschwitz i Kołyma – wykonywano pracę, która miała na celu zniszczenie samego sensu bycia człowiekiem. Praca wykonywana w obozach zagłady była potwierdzaniem stanowiska „człowiek wrogiem człowieka”. Zło systemu totalitarnego polegało między innymi na możliwości zdobycia pewnego «mieć», jednakże za cenę «być». Nierzadko padała obietnica: przeżyjesz, ale tylko wtedy, gdy wyrzekniesz się swojej godności, swojego sumienia, swojej prawdy, swej wolności. Można było ocalić «mieć» za cenę rezygnacji z «być», stając się bezosobowym kółkiem totalitarnej maszyny. To oczywiście najbardziej skrajny obraz pracy odartej z sensu, wyrzuconej – jeśli wolno tak powiedzieć – poza horyzont ludzkich wartości.
Innym rodzajem kryzysu pracy jest dość szeroko omawiane w literaturze filozoficznej zagadnienie wyzysku i różnych jego form: od wyzysku ekonomicznego aż po wyzysk moralny. Pojęcie wyzysku stało się sercem marksizmu. Czy marksizm pokonał tę chorobę? W rozważaniach poświęconych temu zagadnieniu J. Tischner doszedł do następującej konkluzji: „Gdy mowa o zagadnieniu wyzysku, nie wolno zapomnieć o jednym: socjalizm nie tylko nie rozwiązał zagadnienia wyzysku pojętego w dawnym (zwłaszcza XIX-wiecznym) sensie, ale również sam stał się źródłem nowych form wyzysku człowieka przez człowieka – wyzysku, który mniej jest wyzyskiem «ekonomicznym», a bardziej «moralnym». Wtrąca on człowieka bezustannie w stan moralnego konfliktu z samym sobą. Podstawowym bólem socjalistycznego człowieka, bólem nie tyle fizycznym, ile moralnym, jest poczucie, że jego skądinąd szczera i dobra wola jest raz po raz nadużywana do celów nie mających z nią nic wspólnego, a niekiedy wręcz z nią sprzecznych. Jeżeli klasyczna forma wyzysku dotyczy przede wszystkim pracy człowieka i polega na manipulowaniu jej owocami, to nowa forma jest wprost manipulacją samym człowiekiem, jego stosunkiem do ludzi, do samego siebie”[4].
Podłożem wyzysku jest ujawniający się w różnych formach egoizm, w wyniku którego jeden człowiek skierowuje się przeciw innemu człowiekowi. Wszelkie postaci egoizmu prowadzą do degradacji człowieka, uruchamiają proces zubażania i niszczenia jego «być». W 1833 roku w jednej ze swoich książek Honoré Balzac następującymi słowami opisał ciasnotę egoisty-skąpca: „Skąpcy nie wierzą w życie przyszłe; teraźniejszość jest dla nich wszystkim. Refleksja ta rzuca straszliwe światło na obecną epokę, w której bardziej niż kiedykolwiek pieniądz góruje nad prawami, nad polityką i nad obyczajami. Instytucje, książki, ludzie i teorie, wszystko sprzysięga się, by podważać wiarę w życie przyszłe, na którym wspiera się budowla społeczna od tysiąca ośmiuset lat. Obecnie trumna jest przejściem, które nie budzi zbytniego lęku. Przyszłość, która nas czekała po requiem, przeniesiono w teraźniejszość. Dojść, prawem czy lewem, do ziemskiego raju zbytku i próżnych uciech, zakamienić serce i udręczyć ciało w imię przemijającego doczesnego posiadania, jak niegdyś cierpiano męczeństwo w nadziei dóbr wiecznych, to jest powszechna myśl, myśl zresztą wypisana wszędzie, nawet w prawach, które pytają prawodawcy: «Ile płacisz?» zamiast go pytać: «Co myślisz?» – Skoro zasada przejdzie od mieszczaństwa do ludu, co się stanie z krajem?”[5].
 
3.3. Praca prawdziwa
Rodzi się w końcu pytanie: czym jest praca, na którą człowiek poświęca jedną trzecią, a nieraz nawet połowę swego życia? Według prof. Antoniego Kępińskiego „istnieją dwa przeciwstawne podejścia do pracy, wzajemnie się przeplatające. Praca – pisze on – może być przykrym obowiązkiem, wyłącznie drogą do zdobycia środków do życia, nawet karą («w pocie oblicza twego będziesz pożywał chleba»). Ale praca jest też aktem twórczym – przekształcaniem otaczającego świata «na obraz i podobieństwo swoje», tj. wedle naszej koncepcji. (…) Potrzeba twórczości, tj. narzucania otoczeniu swej wizji świata, jest jedną z zasadniczych cech człowieka. Nie chodzi tu o jakość twórczości; pracą twórczą może być sprzątanie ulicy, a może nią nie być praca artystyczna czy naukowa. Kryterium różnicującym jest tu poczucie tworzenia, tj. realizowania własnego planu. Podobnie jak historia życia każdej żywej jednostki jest realizacją jej planu genetycznego, tak każda praca twórcza jest przekształceniem w rzeczywistość własnej koncepcji, a tym samym zostawieniem własnego śladu w otoczeniu”[6]. Tischner w swojej refleksji filozoficznej kontynuuje myśl Kępińskiego, zwłaszcza zagadnienie „zostawienia własnego śladu w otoczeniu”. W swojej Filozofii dramatu stwierdza wprost: „Pracować na tym świecie, znaczy: zakorzenić się”[7], a nawet „zadomowić się”[8]. To ostanie pojęcie wskazuje na więź z innym człowiekiem. Człowiek pracuje bowiem z kimś i pracuje dla kogoś. Lekarz pracuje dla chorych, nauczyciel dla uczniów, pisarz dla czytelnika. Słówko «dla» ma ogromne znaczenie. Ukazuje bowiem solidarnościowy charakter pracy. Stąd w słynnej Etyce solidarności Tischner napisze: „Praca jest szczególną formą rozmowy człowieka z człowiekiem, służącą podtrzymywaniu i rozwojowi ludzkiego życia. (…) W zwykłej rozmowie ludzie wymieniają między sobą słowa, to znaczy rozmaite dźwięki przepojone znaczeniem. Ze słów buduje się zdania, ze zdań całe opowiadania. W wyniku wymiany znaczących dźwięków – słów, rodzi się porozumienie człowieka z człowiekiem. Ludzie pracy czynią coś podobnego”[9]. I tak jak słowa niosą prawdę, podobnie praca jako dialog odnosi się do horyzontu etycznego. Prawdziwa praca to praca rzeczywiście służąca życiu i rozwojowi, to taka forma działalności człowieka, dzięki której buduje się ukazane wcześniej «bardziej być» człowieka i w której najpełniej wyraża się jego człowieczeństwo. Dzięki byciu «dla…», które Tischner nazywa często wzajemnością, człowiek staje się bardziej sobą[10]. Podobnie w Encyklice Laborem exercens Jan Paweł napisał: „Praca jest dobrem człowieka – dobrem jego człowieczeństwa – przez pracę bowiem człowiek nie tylko przekształca przyrodę, dostosowując ją do swoich potrzeb, ale także urzeczywistnia siebie jako człowiek, a także poniekąd bardziej «staje się człowiekiem»”[11].
 
4. Praca ludzka a patriotyzm
 
            Pozostaje jeszcze jedno pytanie: w jaki sposób praca ludzka może stawać się wyrazem prawdziwego patriotyzmu? Odpowiedź na to pytanie staje się podsumowaniem refleksji:
– po pierwsze: istotne jest, by wszyscy odpowiedzialni za stan państwa podejmowali skuteczne działania, dzięki którym możliwe stanie się przezwyciężenie wszelkich form współczesnego kryzysu pracy;
– po drugie: istotne jest, by uświadomić sobie, że praca ludzka znajduje swój właściwy sens w horyzoncie nazwanym „światem ludzkich wartości”, w którym „bardziej być” nie może zostać zdegradowane przez „więcej mieć”;
– po trzecie: istotne jest, by poprzez pracę budować więzi z innymi ludźmi; praca rozumiana jako „bycie dla…” zawiera możliwość bycia prawdziwym patriotą; poprzez pracę przyczyniając się do rozwoju dobra ludzkości, człowiek przyczynić się może do rozwoju swojej ojczyzny i dać tym samym świadectwo swojej miłości.
            A zatem dobrzy ludzie, przezwyciężający wszelką pokusę zamknięcia i egoizmu, realizujący dobro i miłość, którą Tischner nazwał wzajemnością, swoją prawdziwą pracą pozostawiają „trwały ślad”, który jest także i w świecie współczesnym świadectwem miłości ojczyzny – znakiem niekłamanego patriotyzmu.
 

[1] C. K. Norwid, Poezja i dobroć. Wybór z utworów, Warszawa 2004, s. 282.
[2] Cz. Miłosz, Zniewolony umysł, Kolekcja Gazety Wyborczej, s. 117.
[3] F. Dostojewski, Wspomnienia z domu umarłych, przeł. Cz. Jastrzębiec-Kozłowski, Londyn 1992, s. 22.
[4] J. Tischner, Polski kształt dialogu, Kraków 2002, s. 87.
[5] H. Balzac, Eugenia Grandet, Poznań 1983, s. 111.
[6] A. Kępiński, Rytm życia, Kraków 1994. s. 165.
[7] J. Tischner, Filozofia dramatu, Paris 1990, s. 189.
[8] Tamże, s. 190.
[9] Tenże, Etyka solidarności oraz Homo sovieticus, Kraków 1992, s. 23.
[10] Zob. tamże, s. 191.
[11] Jan Paweł II, Encyklika Laborem exercens, 9. 
 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=