Stefan Szary / FILOZOFIA
  Nerwica jako zaburzenie wolności, rozwoju, szczęścia - refleksja inspirowana twórczością Karen Horney
 


NERWICA JAKO ZABURZENIE WOLNOŚCI, ROZWOJU, SZCZĘŚCIA

refleksja egzystencjalna inspirowana twórczością Karen Horney

tekst dostępny także na stronie:
http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=712

„Poeci i filozofowie wszystkich czasów wiedzieli, że ofiarą zaburzeń psychicznych nie pada człowiek pogodny i zrównoważony, lecz taki, którego rozdzierają wewnętrzne konflikty”[1]. W społeczeństwie w którym żyjemy są ludzie, traktujący trudne sytuacje jako wyzwanie i podchodzący do nich z wiarą i nadzieją, że nie będzie aż tak źle. Nie należy wszystkiego postrzegać w czarnych kolorach.  Leszek Kołakowski mówił: „Nigdy nie jest tak źle, aby nie mogło być gorzej”. Ale są także osoby, dla których większa lub nawet mniejsza trudność oznacza automatycznie sytuację beznadziejną, w której nie ma miejsca na żadne konstruktywne rozwiązanie i gdzie wszelkie drogi prowadzą ku rozpaczy. „Ludzie – według opinii Karen Horney – są w stanie znieść zdumiewająco wiele cierpień dopóty, dopóki jest w nich pewna nadzieja. Tymczasem meandry, po których błądzi neurotyk, prowadzą zawsze do braku nadziei, a im większe wewnętrzne pogmatwanie, tym większa rozpacz”[2].

Często uwaga człowieka skupiona jest na sytuacji, na tym, co zewnętrzne, pomijając centrum problemu, które nie znajduje się w zewnętrznych okolicznościach, lecz ma swoje miejsce w człowieku i jego postawie przyjętej wobec problemu. Odwołując się do filozofii, w pewnym skrócie można powiedzieć, że Karol Marks żywił przekonanie, iż zmieniając okoliczności zewnętrzne, sytuację społeczną, dokona się „naprawy świata” i tym samym uszczęśliwi ludzkość. Egzystencjaliści, a zwłaszcza Søren Kierkegaard, podkreślali konieczność pracy człowieka nad sobą w kontekście wewnętrznej przemiany. To ona jest drogą do efektywnego przezwyciężenia trudności. Bez niej, nawet najlepsze okoliczności, mogą okazać się nieprzydatne. Spór ten nie jest w historii niczym nowym. Gdy stoicy mówili, że nie należy chcieć zmieniać tego, na co człowiek nie ma wpływu, lecz należy raczej przyjąć postawę niewzruszoności, inni oskarżali ich o bierność, a nawet, jak Arthur Schopenhauer, określali podejście stoików jako domaganie się bycia nieludzkim. Jak zatem należy zachować się w sytuacji, w której każde rozwiązanie wydaje się być złe? Co zrobić wówczas, kiedy okoliczności zewnętrzne przerastają człowieka i rozbijają go wewnętrznie? Co zrobić, kiedy źródłem problemu jest przeżywany konflikt wewnętrzny?

Żyjąc w świecie technicznym, a także społeczeństwie informatycznym, gdzie wciśnięcie guzika powoduje przewidywaną reakcję, wiele osób myśli, że pomocy można oczekiwać z zewnątrz, na podobieństwo naprawy samochodu. Mechanik znajduje problem, wymienia zużyte części na nowe i oświadcza, że można bezpiecznie wyruszyć w dalszą drogę, lecz w przypadku człowieka jest inaczej. Bez woli podjęcia pracy nad sobą, nikt z zewnątrz nie jest w stanie wykonać tego zadania za człowieka. Osoba z zewnątrz może być nieoceniona, gdy chodzi o ukazanie prawdziwego oblicza problemu: oddzielenia prawdy od iluzji, uświadomienia różnego rodzaju zafałszowań; a także, gdy chodzi o udzielanie wsparcia w działaniu. Najważniejszą część pracy musi jednak wykonać każdy sam. „Pacjent – napisała Horney – przede wszystkim musi nauczyć się brać odpowiedzialność za siebie, w tym sensie, że będzie doświadczał siebie jako aktywnego i odpowiedzialnego twórcę własnej egzystencji, zdolnego do podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji”[3]. Są tacy, którzy potrafią dokonać prawidłowej autoanalizy i podjąć właściwe działanie, ale są też i tacy, którzy bez pomocy terapeuty gubią się w problematycznych sytuacjach, których nie potrafią ani należycie zinterpretować, ani podjąć konkretnego działania.

Innym rodzajem trudności jest przeświadczenie, że relację: terapeuta-pacjent, odzwierciedla relacja: zdrowy-chory, zapominając przy tym, że często jest to relacja: pacjent-pacjent. Terapeuta nie stanowi wyjątku i także jego życie nie jest pozbawione trudności, konfliktów, kłopotów. Także i on nie ze wszystkimi potrafi sobie idealnie poradzić.

Nerwica, zdaniem Karen Horney, stała się osobowością naszych czasów. Przyczyną tego stanu jest charakterystyczny sposób życia – zwłaszcza trudności w budowaniu i przeżywaniu relacji z innymi i z sobą – co z kolei sprawia, że zamiast szczęścia człowiek żyje pod presją lęku oraz agresji. „Neurotyk tylko szczątkowo zdaje sobie sprawę z własnych uczuć i pragnień i często jedynymi doświadczanymi uczuciami są lęk i złość – będące reakcją na ciosy zadawane we wrażliwe miejsca. Nawet i te odczucia mogą być wypierane”[4].

Czy można wyobrazić sobie, będąc dotąd zdrowym człowiekiem, przeżywanie harmonii i szczęścia w chwili, kiedy nagle słyszy się diagnozę stwierdzającą nowotwór? Czy można sobie wyobrazić spokojne życie po uszkodzeniu rdzenia kręgowego, co w konsekwencji może oznaczać poruszanie się jedynie za pomocą wózka inwalidzkiego? A mimo to można spotkać ludzi zdrowych duchowo, którzy każdego dnia i w każdej chwili walczą z rakiem czy też niepełnosprawnością. Życie zostało człowiekowi dane pod kilkoma warunkami, do których należą: przemijanie, świadomość śmierci, cierpienie, sytuacje problematyczne. Innego życia nie ma. Taka lub inna trudność stanowi wyzwanie do działania, do wyjścia stanięcie naprzeciw prawdzie, po pierwsze, dlatego że prawda nie jest człowiekowi dana jak jabłko na tacy, ale przypomina trud wspinaczki górskiej – a to czasem sport ekstremalny, a po drugie, dlatego że człowiek może przyjąć postawę ucieczki od prawdy, od wzięcia na siebie odpowiedzialności, – a w konsekwencji od wolności – w rodzaj istnienia bezosobowego, ukrytego anonimowo w grupie, w tłumie, w większości. Człowiek nie chce spotkać się z tą stroną życia, która zawiera beznadzieję, rozpacz, apatię, bunt, ból, lęk, cierpienie, samotność, poczucie bycia niepotrzebnym, pogardę wobec siebie, samopotępienie. A przecież, według Horney: „Świadome doświadczenie konfliktów, chociaż bolesne, może być również cenne. Im pełniej zmierzymy się z naszymi konfliktami i szukać będziemy własnych rozwiązań, tym większą zdobędziemy wewnętrzną wolność i siłę. Tylko wtedy, gdy będziemy gotowi wziąć na siebie najtrudniejsze zadania, możemy zbliżyć się do ideału zostania kapitanem okrętu, którym jesteśmy my sami”[5].

Trudno jest przyznać się człowiekowi do nerwicy jako do wewnętrznego auto-zniewolenia, lecz bez nazwania rzeczy po imieniu, niełatwo jest znaleźć drogę, która prowadzi w kierunku wewnętrznej wolności. Gdy ucieczka od siebie i samooszukiwanie osiągają swój kres, gdy po prostu dalej brnąć już człowiek nie ma siły lub nie potrafi, wtedy także pojawiają się niepewność, lęk, rozpacz cierpienie, poczucie przegranego życia. Dla Kierkegaarda był to moment wzywający do podjęcia skoku egzystencjalnego, skoku w nieznane, skoku w ryzyko, którego aby go dokonać, potrzebna jest odwaga. Nerwica jest jednak chorobą woli, w tym mianowicie znaczeniu, że jest niewłaściwie zużywaną mocą, którą spala się bezowocnie, przez co człowiek zamiast iść do przodu, kręci się w kółko, coraz bardziej wyczerpany, nie ruszając się przy tym z miejsca.

Karen Horney jest terapeutką, która wierzy w człowieka i nigdy nie dostrzega zamkniętej drogi. Przeciwnie, uważa, że człowiek jak długo żyje, zawsze może się zmienić[6]. Aby zmiana mogła się rzeczywiście dokonać potrzeba spełnienia co najmniej trzech warunków:

 

1.      człowiek musi chcieć się otworzyć, przede wszystkim przed sobą na prawdę o sobie,

2.      człowiek musi chcieć zmiany, przede wszystkim siebie,

3.      człowiek musi chcieć podjąć działanie, rozumiane jako praca nad sobą.

 

W pracy terapeutycznej z neurotykiem szczególnie ważnym aspektem jest zrozumienie istoty problemu: neurotyk nie zna wolności, lecz rządzi nim wewnętrzny przymus.  Dlatego w pracy z osobą neurotyczną należy zwrócić uwagę na jego życiową organizację czasu. W sytuacji konfliktowej, która prowadzi do poczucia braku bezpieczeństwa i domaga się zaspokojenia (w przeciwnym razie występuje lęk tym silniejszy im głębiej przeżywany brak bezpieczeństwa) czas nie płynie spokojnie, lecz „krzyczy” w człowieku, z szerokiej perspektywy, jaką dostrzega jednostka zdrowa, neurotyk czuje się ograniczony do punktu. Przejawia się to w neurotycznej niecierpliwości i w alternatywie: albo teraz albo koniec. Neurotyk czuje się sterroryzowany wewnętrznie[7], dlatego jego reakcją może być agresja, występująca także jako autoagresja. Zadaniem terapeuty jest udzielenie pomocy neurotykowi między innymi w zorganizowaniu rytmu życia, gdzie krzyczące (odczuwane jako wewnętrzny przymus) „teraz”, „już”, „natychmiast”, powinno ustąpić miejsca harmonijnemu rozplanowaniu zadań i obowiązków. Także efektywność terapii rozłożona jest w czasie i trudno oczekiwać cudu po jednym spotkaniu, choć i taką możliwość trudno wykluczyć. Terapia, podobnie jak życie człowieka, jest procesem.

Kolejną sprawę stanowi odczuwanie przymusu mówienia. Także tutaj funkcjonuje schemat: albo teraz albo nigdy. Neurotyk wypowiada się na fali emocji, których chce się jak najszybciej pozbyć – chce usunąć z siebie zwłaszcza niepokój, lęk, chce on wreszcie odczuć spokój. Wypowiedzi jego są bombą emocji, którym brakuje spokoju, chłodnego przemyślenia, wielostronnej analizy. Zamiast pokonania problemu, neurotyk wpada w nową spiralę lęku, tym razem z powodu nieprzemyślanych wypowiedzi, wykrzyczanych słów, uwag, wypomnień itd. Jedynym tematem, który żyje w świadomości neurotyka jest przeżywany przez niego problem, jakby nic innego nie miało znaczenia, a nawet nie istniało. Także w tej sytuacji zwycięża nie „ja” człowieka, lecz wewnętrzny przymus, zniewolenie, co z kolei znowu powoduje cierpienie, rodzi nowy lub pogłębia dotychczasowy konflikt, w wyniku którego pojawia się zagrożenie strukturą „błędnego koła”.

Przymus odczuwany w nerwicy sprawia, że człowiek czuje się wyobcowany w stosunku do własnego ja. Nie jego ja, lecz jakaś obca siła rozporządza życiem. On sam czuje się jak marionetka, wykonująca polecenia kogoś innego. „Każdy neurotyk jest jak zdalnie sterowany samolot, któremu grozi utrata kontaktu ze źródłem, z którego płyną polecenia. Osoby neurotyczne są jak zombi z ludowych wierzeń Haitańczyków – kiedyś umarli, ale przywrócono ich do niby-życia za pomocą czarów. Mogą pracować i funkcjonować tak jak normalni ludzie, ale są martwi wewnątrz”[8]. Dlatego neurotyk może żywić nienawiść do życia i wszelkich jego pozytywnych stron[9].

Terapia ma na celu przywrócenie neurotykowi jego ja wraz z poczuciem czasu, przestrzeni, wolności i odpowiedzialności poprzez wyrwanie go z iluzji i zbliżenie ku życiu prawdziwemu wraz z ukazaniem bogactwa jego osobowości. Miejsce nienawiści, pogardy i lęku powinny zająć otwartość, afirmacja, odwaga istnienia, a nawet szczęcie. Najważniejsze jest to, by neurotyk uwierzył w te możliwości i podjął konkretne, konstruktywne działanie, pozwalające przezwyciężyć niszczącą go dyktaturę nerwicy.



[1] K. Horney, Nasze wewnętrzne konflikty. Konstruktywna teoria nerwic, tł. A. Gomola, Poznań 2014, s. 13.

[2] Tamże, s. 184.

[3] Tamże, s. 244.

[4] Tamże, s. 29.

[5] Tamże, s. 28.

[6] Por. tamże, s. 22.

[7] Por. tenże, Nowe drogi w psychoanalizie, tł. K. Mudyń, Poznań 2011, s. 66.

[8] Tenże, Nasze wewnętrzne konflikty, dz. cyt., s. 76.

[9] Por. tamże, s. 206.


© Copyright by Stefan Szary
 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=