Stefan Szary / FILOZOFIA
  "Bo bycie razem to jednak praca" - Książka pt. Blisko nie za blisko.
 


„BO BYCIE RAZEM TO JEDNAK PRACA?”

 

KSIĄŻKA O TYM, CO DLA NAS WAŻNE


www.psychologia.net.pl/recenzja.php
 

Paweł Droździak, Renata Mazurowska, Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach, Wydawnictwo HELION 2012, ss. 254, ISBN: 978-83-246-5189-4


            Gdy sięgniemy do pierwszych stron Biblii natrafiamy na dramat człowieka – Adama, który nie czuł się szczęśliwy w samotności, a nieco później na dramat poważnego kryzysu w związku Adama i Ewy, w którym doszło do wzajemnych oskarżeń, wyrzutów, przerzucania winy, poczucia osamotnienia… W innej wielkiej księdze, w Odysei przypisywanej Homerowi, śledzimy samotność Odyseusza, który przez 10 lat szuka drogi do ojczyzny, do rodzinnej Itaki, gdzie czekają na niego bliscy, a zwłaszcza żona Penelopa i syn Telemach. Czy jednak naprawdę czekają? Tęsknota za domem oraz wątpliwości serca i rozumu stają się pytaniami głównego bohatera. Te dwa dzieła, a po nich niezliczone setki innych wskazują na podstawowy problem człowieka, z którym przychodzi mu się w swoim życiu zmierzyć: samotność i próba jej przełamania mocą wiary w miłość, którą chciałoby się urzeczywistnić. Książka Pawła Droździaka i Renaty Mazurowskiej pt. Blisko, nie z blisko. Rozmowy terapeutyczne o związkach, podejmuje ten ważny dla każdego człowieka temat w kontekście świata, w którym żyjemy obecnie. Jest ona rozmową psychologa, psychoterapeuty z dziennikarką i redaktorką zajmującą się psychologią i zdrowiem. Trzeba już w tym miejscu dodać, że jest to przede wszystkim dialog między mężczyzną i kobietą, w którym ukazane zostają różne punkty widzenia, z wyraźnymi nieraz różnicami i zbieżnościami; co więcej, do tego dialogu zostaje zaproszony Czytelnik, któremu nic się nie narzuca i którego traktuje się z szacunkiem i z prawem do poszukiwania i posiadania własnej opinii i własnego zdania. Głównym sposobem uzasadniania prezentowanych poglądów jest odwoływanie się do doświadczenia, ale oprócz niego nie brakuje także ciekawych odwołań do sztuki filmowej, innych publikacji. Wyraźnym celem Autorów nie jest przekonywanie do czegokolwiek, ale próba wyjaśnienia, zobrazowania, „dania do myślenia”. Znalezienie odpowiedzi jest zadaniem Czytelnika, Autorzy wskazują natomiast na „świat ważnych problemów” związanych z tematem bliskości, oraz ukazują perspektywy, otwierają nowe horyzonty, dzięki którym można uświadomić sobie coś, czego do tej pory być może w ogóle nie brano pod uwagę. Zdecydowany wartością tej książki jest jej inspirujący charakter oraz to, że dotyka tematów ważnych dla każdego.

 

 

             Bliskość oznacza pragnienie przełamania osamotnienia. „Na pierwszym miejscu jest zawsze potrzeba bycia z kimś. Bycia w relacji” (s. 221). Człowiek potrzebuje chwil samotności, ale nie jest w stanie pozytywnie się rozwijać w całkowitej izolacji. A jednak umiejętność zbudowania bliskości jest problemem, co więcej jest szczególną trudnością w naszych czasach. Rollo May określił nasz świat jako schizoidalny, w którym głównym problemem jest powierzchowność więzi interpersonalnych i paraliż uczuć (Miłość i wola, Poznań 2011, s. 10). Myśl Autorów jest podobna. Wiele osób nie potrafi nawiązać autentycznych relacji. Ludzie czują lęk przed bliskością, który ich z jednej strony ich paraliżuje, z drugiej unieszczęśliwia, tworząc barierę przed ryzykiem i zaangażowaniem w budowanie związku.

 

 

            Tożsamość bezpośrednio wiąże się z bliskością. Jak nawiązać relację, skoro nie wiem kim jestem? Sposobem życia społecznego stały się pseudorelacje, charakteryzujące się umiejętnością dopasowywania się i dostosowywania do oczekiwań innych nawet za cenę utraty siebie. Konsekwencją są: poczucie braku autointegracji, pozorne relacje ze wszystkimi, a tak naprawdę z nikim, nieustanna zmienność bez poczucia jakiejkolwiek stałości, dom, w którym nie ma prawdziwych ludzi, zwłaszcza matki i ojca dla własnych dzieci.

 

 

            Obojętność, ignorancja, przechodzenie obok tak, jakby drugiego nie było, uprzedmiotowienie, całkowite unieważnienie przejawiające się w codziennych relacjach z bliskimi – „nikimi”, destrukcja związku. Zagubienie, porzucenie, poświęcenie dla innych celów realnych osób. Autorzy unikają wkroczenia w przestrzeń ocen, opisują zjawiska i pokazują konsekwencje w życiu pozbawionych bliskości dzieci, żon, mężów, matek, ojców, ludzi niepotrafiących lub niechcących zbudować relacji z innym.

 

 

            Dom prowadzi do pytań o miłość. Czym naprawdę jest miłość? Czy lepiej jest mieć przy sobie raniącego partnera, czy też może lepiej jest „mieć pustkę”? Jak rozwiązywać trudne problemy? Dlaczego boimy się złościć? Odpowiedź jest tak zaskakująca jak i prosta. Autorzy odpowiadają: „Bo się nie nauczyliśmy” (s. 67). I myliłby się ten, kto oczekiwałby od psychoterapeuty czy psychologa zewnętrznych technik opanowania problemu. Techniki są pomocne i ważne, ale autentyczna bliskość to coś innego, głębszego. Świetnie obrazuje to rozmowa o asertywności. Z wielu stron dochodzi dziś przekonanie, że asertywność jest sposobem na „dobre relacje”. Paweł Droździak stawia jednak pytanie: „Można asertywnie domagać się wyrzucenia śmieci, ale czy można asertywnie domagać się kwiatów?” (s. 72).

 

 

            Język można określić jako dialogiczny, podmiotowy, akceptujący osobę, autentyczny, wzmacniający, a nie niszczący relację bliskości, ale można go określić także jako destrukcyjny, przedmiotowy, pełen agresji i przemocy, aż po język pogardy i nienawiści, który pragnie zniszczyć ja drugiego człowieka. „Ludzie – pisze Autor – mogą porozumiewać się czasem bez słów” (104). Nie wszystko koniecznie musi być wypowiedziane. Trzeba pamiętać o obszarach tajemnicy.

 

Tajemnicą jest człowiek. To zdanie nie jest jedynie ujęciem poetyckim, lecz zawiera swój głęboki sens. Destrukcyjnymi są wszelkie uproszczenia i łatwe schematy, w które z łatwością ubiera się bliskich, gdy mija okres fascynacji i zauroczenia. W obrazie nauki, który dziś króluje, tajemnicę zamieniono na problem, dając tym samym do zrozumienia, że czas przyniesie wszystkie odpowiedzi. Czy konsekwencją tego obrazu nie jest zbyt uproszczona wizja świata, a ceną powierzchowność relacji i zagubienie intymności? Stąd krok już tylko do sposobu życia, określonego przez filozofa Sørena Kierkegaarda jako stadium estetyczne, w którym goni się tylko za tym, co nowe, co nie obciąża odpowiedzialnością, co zamienia życie jedynie w zabawę. Przez pewien czas udaje zagłuszyć się w świadomości krzywdę innych, ich odtrącenia, porzucenia, zadane rany, lecz w końcu może odezwać się brak sensu, egzystencjalna pustka, bezsens istnienia, który staje się kolejnym problemem: jak sobie z tym wszystkim poradzić? Nietrudno by pojawiła się rozpacz. A co w przypadku, gdy współczesny esteta mimo wszystko ma rodzinę, żonę, dzieci?

Idealizm oprócz pozytywnej roli, mobilizującej do działania, ma także swoją drugą stronę – może okazać się czymś niebezpiecznym, jako tzw. szkodliwy mit. Przede wszystkim może stać się rodzajem ucieczki od świata realnego i od realnej osoby, którą ma się przed sobą. Karen Horney doskonale opisywała, jak w imię dążenia do idealnego ja, człowiek potrafi niszczyć siebie samego, dokonywać autodestrukcji własnego realnego ja. To samo może dotyczyć drugiej osoby. Zamiast spełniania się wówczas mitu o idealnym, pełnym szczęściu życiu następuje tragedia smutku, rozpaczy, zdrad, wiecznych poszukiwań idyllicznego spełnienia.

W rozmowie o dobru, Autorzy wskazując na jego fundamentalne znaczenie, ukazują zarazem niewystarczalność zasady, według której „dobro pokona wszelkie przeciwności” lub „dobro, którym obdarzymy złego tatusia lub mamusię z pewnością przemieni go w dobrego człowieka”. Świadomość realnego stanu rzeczy, bez wypierania lub przenoszenia, stanowi właściwy punkt wyjścia w próbie przezwyciężenia różnych trudności. Dobro nie czyni cudu za każdym razem i w każdym przypadku.

Dzielę się z Czytelnikiem moim własnym odbiorem tej książki, nie streszczając dokładnie jej treści, ani nie wyliczając wszystkich poruszanych w niej problemów. Są także miejsca, gdzie argumentacja stanowiska przywołana przez Autorów jest zbyt powierzchowna, np. przytoczone badania amerykańskich naukowców, wg których unikanie rozmów o problemach i strach przed okazywaniem niezadowolenia wpływa na większe ryzyko wcześniejszej śmierci (s. 90). Oczywiście ocenę książki każdy z Czytelników musi wyrobić sobie sam, nie chcę bowiem pozbawić Czytelnika osobistego odbioru tekstu, który – jak wcześniej wspomniałem – jest zaproszeniem do rozmowy, która nie tylko że nie jest nudna, ale jest istotna i ważna, poruszając zagadnienia, pytania, problemy, które odkrywamy także w swoim życiu.

Bliskie jest mi podejście Autorów do rozumienia terapii. Przypomina ono spojrzenie Viktora Emila Frankla, który pisał, że człowiek nie tylko chce żyć, ale przede wszystkim chce żyć z sensem. W książce prezentowanych Autorów czytamy: „Człowiek jest istotą, której o coś chodzi. A psychoterapeuta nie jest kimś, kto leczy, jak lekarz jakąś chorobę, tylko próbuje razem z klientem dociec, co się w nim dzieje i dlaczego” (239). Nie ukrywam radości z powodu spotkania się dwóch dopełniających się tu dziedzin: psychologii i psychoterapii oraz filozofii. Zdanie: „wszystko zależy od tego, co mamy w głowie” (243), jest potwierdzeniem ważności słów V. E. Frankla: „Pierwszym rozwiązaniem, jakie się nasuwa, jest przyjęcie zdrowej filozofii życiowej, dzięki której zdołamy wykazać, że życie każdego człowieka naprawdę ma sens” (Wola sensu, s. 112).

Wydaje mi się, że celem rozmowy Pawła Droździaka i Renaty Mazurowskiej było otwarcie oczu czytelnikom na ważne dla każdego z nas zagadnienia. Od tego otwarcia oczu zaczyna się wszystko. Gratuluję Autorom publikacji, a Czytelnikom gorąco polecam Blisko, nie za blisko. Terapeutyczne rozmowy o związkach. Treść z pewnością warta przemyślenia.


 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=