Stefan Szary / FILOZOFIA
  Moje wspomnienie o Ks. Prof. Józefie Tischnerze
 

DOBRE SŁOWO ŹRÓDŁEM NADZIEI

moje wspomnienie o Księdzu Profesorze Józefie Tischnerze
Wspomnienie to napisałem w marcu 2001 roku. Przeleżało kilka lat „w ciszy”. Dziś pragnę się nim podzielić, by opowiedzieć o życiowym szczęściu, jakie wiąże się ze spotkaniem w moim życiu człowieka niezwykłego – Ks. Prof. Józefa Tischnera.
  
           Już od dawna nosiłem się z zamiarem skreślenia choćby kilku słów o Księdzu Profesorze Józefie Tischnerze. Opór we mnie brał się przede wszystkim stąd, że mam świadomość tego, jak bardzo słowa nie są w stanie adekwatnie wyrazić prawdy obecnej w sercu.
           Miałem szczęście studiować w Krakowie. Spotkałem wówczas co najmniej kilku wspaniałych Profesorów, którym bardzo wiele zawdzięczam i których nigdy nie zapomnę. Są bowiem w naszym życiu spotkania z tak wspaniałymi ludźmi, których zapomnienie byłoby świadectwem największej niewdzięczności i niesprawiedliwości.
           W czasie studiów odkryłem, że filozofia ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. Pewnie nie zdawałem sobie sprawy, jak ważne. Z pewnością też dlatego, zamiast chodzić na obowiązkowe wykłady, w każdym tygodniu „przeskakiwałem” do innej sali, aby słuchać, uczyć się i uczestniczyć w spotkaniach z Ks. Profesorem Tischnerem (proszę szanownego Czytelnika o wyrozumiałość i wybaczenie mi tego „przestępstwa”). W każdym tygodniu wieczorem, uczestniczyłem w wykładach monograficznych Księdza Profesora: „Człowiek istotą religijną”, a później: „Dramat religijny”. Notatki z tamtego okresu, pożółkłe nieco, mam ze sobą do dziś.
           Ksiądz Tischner bardzo często powtarzał, że „trzeba mieć właściwe spojrzenie”, wolne od nadmiernych emocji, które zniekształcają rzeczywistość, trzeba w patrzeniu na wiele spraw „zdrowego osądu”, wolnego od przedrozumień (w heideggerowskim znaczeniu) nagminnie dziś obecnych. Tym bardziej dostrzegam wyjątkowość, wartość i niepowtarzalność myśli Profesora Tischnera, że ciągle widzę w samym sobie, jak Jego nauka jawi mi się jako zadanie. Do jednej z książek („Spowiedź rewolucjonisty”) wpisał mi słowa: „Stefanowi – podręcznik do nierobienia rewolucji” – a tu jakże często cała „burza uczuć” w najróżniejszych sytuacjach dnia codziennego.
           Kiedy kończyłem pisanie pracy magisterskiej o filozofii wiary S. Kierkegaarda, pamiętam, jak w czasie jednego ze spotkań wyraziłem wątpliwość: „Księże Profesorze, mnie coraz częściej wydaje się, że oni wszyscy i Kierkegaard i Heidegger i Lévinas i Marks i inni mają jakąś rację”. Ksiądz Tischner spojrzał, uśmiechnął się i powiedział: „Mnie też się kiedyś tak wydawało”. Zrozumiałem, że ciągle nic po prostu nie wiem i trzeba czytać. Czytanie tekstów jest sprawą podstawową. Ksiądz Tischner nigdy nie narzucał mi żadnego kierunku, pozwalał być wolnym, nawet za cenę błędu, za cenę stawania na rozdrożach, ale jednocześnie ukierunkowywał. Powiedziałbym, że paradoks Księdza Profesora Tischnera na tym polegał, że student odkrywał w sobie wolność poszukiwania, a jednocześnie nie była to swawola, czy ignorancja. Była to wolność ukierunkowana, przepełniona sensem, z określonym zamierzeniem. Trudno to wyrazić za pomocą słów, bowiem w zdaniu może jawić się to jako sprzeczność (wolność – ukierunkowywanie), w życiu zaś tej sprzeczności absolutnie nie było.
            Jeszcze jedno wspomnienie. 30 dzień marca 1993 roku. Wieczorem oczekiwałem Księdza Profesora przed drzwiami jego mieszkania (na ul. Św. Marka), aby przeprowadzić wywiad, uzgodniony wcześniej. Na taśmie jest 60 minut – w sercu zaś coś, czego nikt nie potrafi przeliczyć. Dobroć i powaga, skierowana ku Mnie powodowała pewne onieśmielenie, z drugiej zaś strony ludzki uśmiech pełen życzliwości dodawał odwagi. Często myślę nad tym, o czym wtedy rozmawialiśmy.            
           Kiedy ostatnio byłem w Krakowie, poszedłem pod dom, gdzie mieszkał Profesor Tischner (ul. Kanonicza). Tam biegałem z rozdziałami pracy magisterskiej. Przypomniałem sobie spotkanie, które dotyczyło zakończenia. Powiedziałem też o moim lęku przed obroną. Odpowiedział: „Nie bój się. Znasz Kierkegaarda dobrze”. I te słowa wystarczyły, aby lęk przestał paraliżować. Słowo naprawdę ma moc budowania nadziei.
Dłuższą chwilę stałem przy drzwiach. Poczułem ból i wdzięczność. I zadanie, jakie pozostawił. Studiuję filozofię, (dziś żyję filozofią, bo inaczej chyba nie potrafię), bezgranicznie wdzięczny za to, że mogłem być jednym z tych, którzy uczyli się niesamowitej sztuki myślenia u Księdza Profesora Józefa Tischnera.
 
(11.03.2001 r.)
 

 

© Copyright by Stefan Szary

 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=