Stefan Szary / FILOZOFIA
  3. Nieszczęście i choroba w refleksji etycznej
 

III. Nieszczęście i choroba w refleksji etycznej 

1. Myśl grecka
 
W życiu człowieka chodzi o to, by stało się ono życiem dobrym i szczęśliwym. Na przeszkodzie temu stają choroby, nieszczęścia, śmierć bliskich. Od czego zależy los człowieka? Czy ma się na niego jakikolwiek wpływ? Starożytni Grecy wierzyli, że światem rządzi fatum. Niezależnie od tego, co człowiek będzie czynił, jeśli jest mu pisany zły los, człowiek doświadczy w swoim życiu zła, ale też i odwrotnie, jeśli los jest mu przychylny, życie jego wypełni się szczęściem. Na swój los człowiek nie ma większego wpływu. Przykład stanowi los mitycznego Edypa. Pisze ks. Józef Tischner:
 
„Wyrocznia powiedziała Edypowi, że stanie się zabójcą własnego ojca i weźmie za żonę swą matkę. Przerażony taką przepowiednią Edyp ucieka z miasta, w którym mieszkał. Pędzi życie pasterza w zupełnym odosobnieniu. Ale na tym właśnie polega jego błąd: ucieczka z miasta stanie się wyjściem naprzeciw okrutnemu losowi. Nie wiedząc o tym, zabija kogoś, kto okazuje się być jego ojcem, i bierze za żonę własną matkę. Tak jest z każdym człowiekiem. Losem człowieka rządzi fatum. Fatum wiedzie do katastrofy. Szczęśliwi, którzy nie znają tajemnic tych rządów!”[1].
 
            Co może zrobić w takiej sytuacji człowiek? Niezależnie od tego, czy los mu jest przychylny czy też nie, może swoje życie przeżyć pięknie. I raz jeszcze ks. Tischner:
 
„Mówi się, że Grecy wynaleźli religię piękna. Jest w tym dużo prawdy. Religia niesie człowiekowi zbawienie. Grecy pragnęli się zbawiać poprzez piękno. Odkryli prostą prawdę: cierpieć, to żadna sztuka. Sztuką jest pięknie cierpieć. Kto potrafi ze swego bólu uczynić pomnik, ten dozna wyzwolenia. Wprawdzie nie przestanie cierpieć, ale nada swemu cierpieniu znaczenie godne człowieka”[2].
 
Warto dodać, że do powyższej koncepcji nawiązał później w swojej filozofii Fryderyk Nietzsche (1844-1900).
 
2. Tradycja biblijna
 
Inaczej zagadnienie to przedstawia się w refleksji nawiązującej do tradycji biblijnej. W okresie tzw. prehistorii biblijnej istniał czas pierwotnego stanu szczęścia, w którym nie było zła, chorób, cierpienia. Idylla raju skończyła się dla ludzi w chwili, w której okazali nieposłuszeństwo Bogu. Karą za to było wygnanie z ogrodu Eden. Odtąd człowiek staje w swoim życiu przed wyborem dobra lub zła, ponosząc za niego odpowiedzialność. Tu nie rządzi bezwzględne fatum, na które człowiek nie ma wpływu, lecz istotne znaczenie posiada wolność, rozumiana jako wolność wyboru, a także to, w jaki sposób człowiek w swoim życiu z niej skorzysta.
            Niezwykle ważnym tekstem Biblii jest pochodząca z ok. V wieku p.n.e. Księga Hioba. Jej główny bohater Hiob jest człowiekiem, którego życie z początku było całkowicie szczęśliwe. Cieszył się on wszelkimi możliwymi dobrami, zarówno materialnymi jak i duchowymi. I oto nagle, w jednym niemalże momencie traci wszystko, co więcej sam zostaje dotknięty straszną chorobą – trądem.
Jak zrozumieć tę sytuację? Wielu studentów w teście zawierającym pytanie: Co czynił w swoim nieszczęściu Hiob? Z podanych trzech odpowiedzi: a) złorzeczył Bogu; b) twierdził, że cierpi niewinnie; c) przyznał, że nieszczęście jest karą za jego grzechy; – zaznacza odpowiedź ostatnią, popełniając tym samym błąd. Hiob jest kimś, kto wbrew opinii wszystkich, nawet trzech swoich przyjaciół, a nawet żony twierdzi, że cierpi niewinnie. Wszelkie nieszczęścia i jego choroba nie są żadną karą. Czym zatem są? Na to pytanie Hiob nie odpowiada. Ale nie złorzeczy Bogu, do czego namawia go żona. Opowiada jej słowami: „Mówisz jak kobieta szalona. Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?”[3]. A nieco wcześniej powiedział: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione”[4].
Nie wnikając w kontekst ściśle religijny należy zauważyć, że Hiob wygłasza pogląd o niewinności cierpienia. W wieku XIX Søren Kierkegaard utworzy egzystencjalnie rozumianą kategorię próby.
 
„Hiob jest po prostu bogatą w znaczenia wypowiedzią człowieka w jego wielkim sporze z Bogiem, w tym długim i przerażającym procesie, który zaczął się, gdy Szatan położył Zło między Bogiem a Hiobem, a który zakończy się zapewnieniem: to była próba. (…) Kategoria próby jest absolutnie transcendentna i stawia człowieka w sytuacji wyłącznie osobistego antagonizmu wobec Boga. W tej sytuacji człowiek nie może zadowolić się żadnym wyjaśnieniem z drugiej ręki”[5].
 
            Nawet wtedy, gdy mama mówi do swojego chorego dziecka: cierpię z tobą, co rzeczywiście może być i najczęściej jest prawdą, to jest to inny rodzaj cierpienia. Słowa drugiego, próby pocieszenia, a nawet sama obecność są niezwykle ważne i istotne. Mogą uczynić bardzo wiele dobrego. Mogą działać podobnie jak lekarstwo. Jednakże chorobę trzeba pokonać samemu. Nikt nie jest w stanie odpowiedzieć za drugiego w przypadku pytania: jaki sens ma cierpienie, ból, choroba?, ale przykład nie jest pozostaje znaczenia. Wiele osób cierpiących i chorych zapatrzonych w przykład cierpienia papieża Jana Pawła II mówiło: nauczył mnie jak cierpieć. A przecież niejeden raz dokonywał On w swoim życiu interpretacji biblijnej Księgi Hioba.
 
3. Wartość dobra w aspekcie medycznym
 
W medycynie przedmiot dobra jest bardzo konkretnie określony. Nieszczęściem dla człowieka i jego bliskich są choroba lub kalectwo. W różnym stopniu stanowią one zagrożenie dla samego życia lub też powodują ograniczenie pewnych życiowych możliwości. Dobrem jest zatem zdrowie, pokonanie choroby, oddalenie zagrożenia. Podstawowym, a zarazem najważniejszym stwierdzeniem w medycynie jest to, że przede wszystkim „idzie o człowieka”. Człowiek postawiony jest w samym centrum świata medycyny. To wydawać by się mogło jasne i oczywiste stwierdzenie, przestaje być takim w zetknięciu z rzeczywistością. Poważne zagrożenia powstają wtedy, kiedy lekarz, terapeuta, pielęgniarka przedkłada inne wartości nad służbę wobec pacjenta.
            W roku 2002 polskim społeczeństwem wzburzył skandal ogłoszony w mediach. W łódzkim pogotowiu, żeby zdobyć pieniądze zabijano chorych. Płatnikiem okazały się być zakłady pogrzebowe. W tym haniebnym czynie – jak donosiły media – udział brali niektórzy lekarze, sanitariusze, dyspozytorzy, kierowcy karetek pogotowia. Obawiano się, że sytuacja ta wpłynie na osłabienie zaufania społecznego do całej służby zdrowia, a w szczególności do pogotowia ratunkowego na terenie całego kraju.
Co pewien czas środki masowego przekazu donoszą o różnorakich aferach korupcyjnych w świecie medycznym. Każda z nich wskazuje na podstawową nieprawidłowość etyczną. Pieniądze dla niektórych pracowników medycznych ważniejsze są niż człowiek cierpiący i chory. Co gorsza, to na chorobie i cierpieniu próbuje się po prostu w haniebny sposób zarobić.
            Problem ten sięga głębiej. Nierzadko próbuje się medycynę podporządkować jedynie racjom ekonomicznym. Czymś oczywistym jest, że medycyna łączy się z innymi dziedzinami życia i od nich w pewien sposób zależy. Ale nigdy nie powinno prowadzić to do sytuacji, w której kryterium opłacalności i zysku stałoby się normą naczelną. Wówczas bowiem pacjent zostaje „wrzucony” w machinę myślenia ekonomicznego jako przypadek „opłacalny” lub „nieopłacalny”. Stoi to w sprzeczności z naczelnymi zasadami etyki, w tym etyki lekarskiej w szczególności. Stan ten niepokoi samych lekarzy. Prof. Jerzy Hołowiecki, twórca i kierownik Katedry i Kliniki Hematologii i Transplantologii Szpiku Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach w powyższym temacie uważa:
 
„Zajmowanie się życiem, leczeniem ludzi jest wspaniałe. Przykre, że zaczyna to być ujmowane w krępujące ramy prawne, w których dobro faktycznie zanika. Liczą się coraz bardziej pieniądze, pojawia się ubezpieczyciel, który chce zyskać jak najwięcej. Rośnie gęstwina niejasnych przepisów i uwarunkowań, które nie mają końca. To jest eskalacja, która idzie w złym kierunku. Lekarz traci w pewnym momencie radość z leczenia, z tego, że komuś może pomóc. Coraz więcej czasu zabiera mu biurokracja, przez co ma coraz mniej czasu dla chorych. Zaczyna żyć z ciężarem niepewności, czy postępuje zgodnie z niejasnymi przepisami, czy na drugi dzień nie zostanie oskarżony o ich łamanie”[6].
 
            Obok pieniędzy niebezpieczeństwem może stać się pragnienie sukcesu za wszelką cenę. Niepohamowana niczym chęć zdobycia sławy może także i w tym przypadku spowodować to, że pacjent traktowany będzie nie jako cel, lecz jedynie jako środek do celu. Profesor Paweł Lampe, kierownik Kliniki Chirurgii Przewodu Pokarmowego Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach stwierdza:
 
„Coraz częściej naśladujemy medycynę Zachodu, gdzie musi być sto procent sukcesu. Tam chory przychodzi do szpitala i lekarz ocenia, czy dolegliwość jest operacyjna. Jeśli badania potwierdzą, że można operować, chirurg wycina to, co może usunąć z minimalnym ryzykiem dla pacjenta i siebie. Działa w wąskich ramach bezpieczeństwa. Jeśli zabieg jest zbyt ryzykowny, nikt się nie podejmie takiej operacji. Zła sława to brak dochodów”[7].
 
            Jeszcze innym źródłem zagrożenia dla etyki w medycynie jest podporządkowanie jej ideologiom politycznym. Najwymowniejszy przykład pochodzi z historii medycyny XX wieku. Medycyna została podporządkowana między innymi polityce nazistowskiej. Nadrzędnym dobrem nie był w niej już pacjent, ale w centrum stanęła wierna realizacja wszelkich wskazań przywódców faszyzmu. Prof. Stanisław Sterkowicz w artykule Dzieje nieludzkiej medycyny pisze:
 
Każdy przyjęty w szeregi SS (a więc także i lekarz) składał przysięgę na wierność Hitlerowi, wodzowi i kanclerzowi Rzeszy: «Ich schwöre, Dir, Adolf Hitler als Führer und Kanzler des Reiches, Treue und Tapferkeit. Ich gelobe Dir und den von Dir bestimmten Vorgesetzten gehorsam bis in der Tod, so wahr mir Gott helfe». («Przysięgam Tobie, Adolfie Hitlerze, jako wodzowi i kanclerzowi Rzeszy, wierność i męstwo. Uroczyście ślubuję posłuszeństwo aż do śmierci, Tobie i wyznaczonym przez Ciebie przełożonym. Tak mi dopomóż Bóg»)[8].
 
Porażające są nie tylko same dane liczbowe, ale przede wszystkim to, że wiedzę medyczną, a więc tę dziedzinę której wartość tworzy między innymi kryterium zaufania społecznego, wykorzystano jako potworne narzędzie zbrodni. Prof. Sterkowicz stwierdza:
           
„W drugiej wojnie światowej po stronie niemieckiej brało udział około 70 tys. lekarzy. Wykonywali swoje zadania w formacjach wojskowych i w cywilnej służbie zdrowia. Wśród nich znalazła się grupa około 400 osób, które wbrew najświętszym przykazaniom zawodu dokonywały świadomie czynów zbrodniczych, ze zbrodnią ludobójstwa włącznie. Z prawych i dobrych ludzi przemieniali się w zwykłych morderców”[9].
 
Nie należy przy tym przeoczyć faktu, że ofiarami tych zbrodni już od 1934 roku byli ludzie chorzy psychicznie, nieuleczalnie, w tym ciężko chore dzieci, należące do narodu niemieckiego, wprowadzono przymusową sterylizację osób, u których stwierdzono chorobę umysłową. Ogłoszono ideę Vernichtung lebensunwerten Leben – unicestwienia życia bezwartościowego. Utworzono katedrę higieny rasistowskiej. Zbrodnicze działanie sięgało coraz dalej, kierując swe ostrze przeciw innym narodowościom i wrogom faszyzmu. Z rąk lekarzy-zbrodniarzy zginęło wiele tysięcy bezbronnych i niewinnych ludzi[10].
 
            Podane powyżej przykłady z historii medycyny dalszej i bliższej jasno ukazują, że jakakolwiek inna hierarchia wartości, w której pacjent przestaje być najważniejszy jest poważnym wykroczeniem etycznym. Człowiek bierze na siebie ciężar winy moralnej. Kodeks etyki lekarskiej[11] w artykule 2 głosi:
 
„1. Powołaniem lekarza jest ochrona życia i zdrowa ludzkiego, zapobieganie chorobom, leczenie chorych oraz niesieni ulgi w cierpieniu; lekarz nie może posługiwać się wiedzą i umiejętnością lekarską w działaniach sprzecznych z tym powołaniem.
 
2. Najwyższym nakazem etycznym lekarza jest dobro chorego – salus aegroti suprema lex esto. Mechanizmy rynkowe, naciski społeczne i wymagania administracyjne nie zwalniają lekarza z przestrzegania tej zasady”.
 
            Powyższe zasady choć bezpośrednio odnoszą się do lekarzy, to zarazem obowiązują one wszystkich bliższych i dalszych pracowników medycznych, w tym fizjoterapeutów. Także w fizjoterapii w centrum postawiony jest człowiek potrzebujący pomocy fizjoterapeuty.
 
            W trosce o dobro pacjenta obowiązuje naczelna zasada sformułowana już przez ojca medycyny Hipokratesa (460-377 p.n.e.): Primum non nocere – przede wszystkim nie szkodzić. Hasło to, które stało się aforyzmem, uważane jest za naczelną zasadę każdego lekarza. Zawiera ono ostrzeżenie, że „pomóc czasem choremu trudno, a zaszkodzić łatwo”[12].
Zasada ta ma także swoje konkretne zastosowanie w fizjoterapii. W podręczniku Podstawy fizjoterapii przygotowanym pod redakcją Janusza Nowotnego zawarto następujące wyjaśnienie:
 
„Zasada nie szkodzenia (Hipokratesowskie «primum non nocere» – przede wszystkim nie szkodzić) jest naczelną zasadą medycyny. W najprostszym ujęciu oznacza ona «unikanie» tych zabiegów, które mogą pogorszyć stan chorego. U jej podłoże leży więc pełna diagnoza i znajomość przeciwwskazań do różnych zabiegów. W szerszym ujęciu natomiast, zasada ta oznacza również konieczność unikania błędów w usprawnianiu oraz rygorystycznego przestrzegania obowiązującej techniki zabiegów. Niejako nakłada ona także «obowiązek» przestrzegania pozostałych zasad, jako że błędy mogą m.in. wynikać z ich nieprzestrzegania. Warto też podkreślić, że zaszkodzić można również nie stosując fizjoterapii u pacjenta, dla którego jest ona niezbędna, lub stosując na własną rękę niesprawdzone «metody» leczenia, w tym także tzw. niekonwencjonalne”[13].
 
            Rozważając zagadnienie dobra w aspekcie medycznym należy podkreślić to, że dobrą medycynę mogą tworzyć jedynie dobrzy ludzie. W zakres tego dobra wchodzi nie tylko wysoki stopień kultury i moralności, ale także doskonała znajomość zawodu fizjoterapeuty, nieustannie pogłębiana w osobistej lekturze przedmiotu. Cechy, których Hipokrates oczekiwał od lekarzy obowiązującą w nie mniejszym stopniu w zawodzie fizjoterapeuty.
 
„Lekarz powinien mieć szereg cnót: bezinteresowność, wyrozumiałość, skromność, godność, powinien być czysty, uważny, rozumny, szybko się decydować, mówić zwięźle, wiedzieć, co jest pożyteczne, a co szkodliwe, być wolnym od przesądów; gdy wchodzi do chorego, powinien pamiętać o swoim wyglądzie, o tym, jak siada lub stoi, powinien zachowywać powagę i zimną krew, z gotowością okazywać wszelką pomoc, dokładnie badać, nie zaczynać rozmowy od sprawy honorarium itp. Taki lekarz zasługiwałby na nazwę «filozofa» i byłby «równy bogom» (z gr. – jatros philosophos isotheos)”[14].


[1] J. Tischner, Wędrówki w krainę filozofów, Kraków 2008, s. 14.
[2] Tamże, s. 53.
[3] Hi 2, 10.
[4] Hi 1, 21.
[5] S. Kierkegaard, Powtórzenie, tł. B. Świderski, Warszawa 1992, ss. 120-121.
[6] Dobry zawód. Z lekarzami rozmawiają Krystyna Bochenek i Dariusz Kortko, Kraków 2007, s. 85.
[7] Tamże, s. 208.
[8] S. Sterkowicz, Dzieje nieludzkiej medycyny, [w:] Służba Zdrowia nr 93-96, grudzień 2007.
[9] Tamże.
[10] Zob. także: Medizin in Nationalsozialismus, w: Ethik in der Medizin. Ein Studienbuch, herausgegeben von Urban Wiesing, Stuttgart 2004, ss. 41-70.
[11] Kodeks Etyki Lekarskiej dostępny m.in. na stronie internetowej: http://pl.wikisource.org/wiki/Kodeks_Etyki_Lekarskiej
[12] Zob. W. Szumowski, Historia medycyny filozoficznie ujęta, Kęty 2008, s. 97.
[13] Podstawy fizjoterapii. Podstawy metodyczne i technika wykonywania niektórych zabiegów, cz. 2, red. J. Nowotny, Kraków 2004, s. 34.
[14] W. Szumowski, dz. cyt., ss. 96-97.
 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=