Stefan Szary / FILOZOFIA
  Krótka refleksja nad sensem istnienia
 
 

KRÓTKA REFLEKSJA NAD SENSEM ISTNIENIA
- ŚLADAMI FIODORA DOSTOJEWSKIEGO

 

"Mądrość jest wspaniała i niewiędnąca: ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, i ci ją znajdą, którzy jej szukają, uprzedza bowiem tych, co jej pragną, wpierw dając się im poznać. Kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich. O niej rozmyślać - to szczyt roztropności, a kto z jej powodu nie śpi, wnet się trosk pozbędzie: sama bowiem obchodzi i szuka tych, co są jej godni, objawia się im łaskawie na drogach i wychodzi naprzeciw wszystkim ich zamysłom. Początkiem jej najprawdziwszym - pragnienie nauki, a staranie o naukę – to miłość, miłość zaś – to przestrzeganie jej praw, a poszanowanie praw to rękojmia nieśmiertelności, a nieśmiertelność przybliża do Boga. Tak więc pragnienie Mądrości wiedzie do królestwa. Zatem jeśli wam miłe trony i berła, o władcy ludów, czcijcie Mądrość, byście królowali na wieki". (Mdr 6, 12-2)

             Nie znajdziemy chyba nigdzie piękniejszego zaproszenia do przyjaźni z filozofią. Filozofia to umiłowanie mądrości, a filozof to ktoś, kto niestrudzenie podąża ścieżkami jej poszukiwania. Mądrość poszukuje prawdy. Mądrość domaga się stawiania pytań, które mają swoje źródło w ludzkim sercu. Bowiem serce człowieka jest pełne niepokoju – jak napisał w swoich Wyznaniach św. Augustyn. To ono zawiera w sobie zdolność do podziwu i zachwytu. To ono niejako popycha nasz rozum do poszukiwania odpowiedzi na najistotniejsze pytania w nim zrodzone.
              
A wszystko dzięki temu, że jestem, że żyję. Uświadamiam sobie swoje własne istnienie. Wiem, że ono, moje życie, jest czymś cudownym, jest czymś, co można odkryć. Obok istnienia przedmiotów, roślin, zwierząt, innych ludzi, odkrywam, że moje istnienie jest czymś wyjątkowym. To ja żyję. Przeżywam zatem zachwyt i radość. Z serca pragnę wyrazić moją wdzięczność. Radość i wdzięczność za dar istnienia prowadzą do pytania o życie. Ono, moje życie, jest przecież czymś więcej niż samym tylko istnieniem. Ono jest zdolnością przeżywania. Ono jest także zdolnością myślenia.
            A
le można przecież nie przeżywać radości. Można nie odczuwać ani zachwytu, ani wdzięczności. Wręcz przeciwnie, człowiek może przeklinać swoje własne życie i Tego, który je uczynił. Człowiek zdolny jest do zbuntowania się przeciwko własnemu istnieniu. Człowiek może pozazdrościć kamieniom i drzewom i wołać nieraz w bólu serca: dlaczego ja nie istnieję w taki sposób jak one istnieją?
     
Kim zatem jest człowiek ze swoim sercem i zdolnością myślenia? Jest on przede wszystkim kimś zanurzonym w żywiole wolności. To z jej powodu za życie można dziękować i życie można też przeklinać. Życie i wolność. Dwa podstawowe pytania i zarazem dwie najgłębsze tajemnice, od których tak wiele zależy.
        N
iniejsza refleksja rodzi się z wolnego wyboru, z pragnienia zrodzonego w sercu. Proste pytanie brzmi: czym jest życie, moje życie i życie każdego innego człowieka? Co człowiek ma uczynić ze swoją wolnością, ażeby życia nie przegrać? Cokolwiek byśmy rozumieli pod pojęciem przegranej, intuicja podpowiada, że chodzi o jakąś straszną stratę, o jakiś nie do odżałowania później ból, jakiś ogromny życiowy krach. Nie chciałbym umierać z poczuciem przegranej. W ten sposób samo życie wrzuca nas w jakieś: albo-albo. Można powiedzieć za Martinem Heideggerem, że zostałem „wrzucony w świat”. Ale pełniejsza wydaje się być odpowiedź Mikołaja Bierdiajewa, który, nie zgadzając się na swoistą bierność zawartą w pojęciu wrzucenia, mówi o zadaniu, a nawet o powołaniu. Albo-albo jest sytuacją daną, ale jest ono zarazem sytuacją zadaną człowiekowi. W ten sposób człowiek może odkryć swoje życie jako szczególną misję, którą ma do spełnienia tylko on, ten jeden jedyny i nie do zastąpienia przez nikogo innego. Wraz z tą świadomością bardziej wyraźna staje się świadomość dramatu. Samo życie jest tym, co człowiek może ostatecznie wygrać lub może ostatecznie przegrać. Życie jest ogromną wartością i dlatego właśnie domaga się zatrzymania i refleksji. Powraca pytanie, postawione w nieco jaśniejszym teraz świetle: po co istnieję? Po co żyję? Jaka jest właściwa odpowiedź na „być albo nie być?” I co to znaczy „być”? I co to znaczy też „nie być”?
           Pierwsza odpowiedź, jaką najczęściej można usłyszeć i jaka staje się pewnego rodzaju filozofią życiową, brzmi: żyję, aby być szczęśliwym. W centrum zostaje postawione szczęście. Zainspirowany lekturami Fiodora Dostojewskiego, Mikołaja Bierdiajewa, Józefa Tischnera, Ewangelią – zwłaszcza Kazaniem na Górze – dużo myślałem nad tym, czy jest to odpowiedź najwłaściwsza, najlepiej sprecyzowana, czy rzeczywiście w życiu chodzi przede wszystkim o szczęście. Nie precyzuję tutaj bliżej tego pojęcia, zaznaczając jedynie, że szczęście rozumiane jest w tym miejscu poprzez takie pojęcia jak pomyślność, radość, wolność od zmartwień, cierpień.... A zatem czy radykalne postawienie na szczęście jest właściwe? Trzeba się dobrze przyjrzeć, jeśli nie wszystkim, to na pewno tym pułapkom, które można w pewien sposób zdemaskować. Mistrzem w oświetlaniu tajemnych korytarzy jest na pewno Dostojewski. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że pewnego rodzaju zaniedbaniem jest to, że ci, którzy często mają do czynienia z dramatami ludzkiego życia, nie znają literatury Dostojewskiego. Jest to zaniedbanie wielu nauczycieli i wychowawców, pewnie także studentów, którzy później, po otrzymaniu takiego lub innego dyplomu, w oczach wielu ludzi uchodzić będą za humanistów – znawców i mistrzów życia ludzkiego. Może się mylę, ale wydaje mi się, że gdyby niejeden z nich przeczytał i głęboko przemyślał „Zbrodnię i karę”, „Braci Karamazow”, „Idiotę” czy „Młokosa” nie przyczyniłby się do wydania błędnych wyroków na ludzi. Dziś mamy Dostojewskiego pod ręką, ale dla zbyt wielu, którzy przecież mają już dyplom ukończenia studiów wyższych, perspektywa przeczytania 838 stron jest barierą nie do pokonania, a nawet stratą czasu. Wierz mi, Szanowny Czytelniku, nie wspominałbym o tym, gdybym nie miał powodu... Przeraża mnie osobiście podejście niektórych osób do ludzkich dramatów, bez zwykłej delikatności i wrażliwości, bez podjętej nawet próby zrozumienia innego. Może gdyby kiedyś zrobiono z tymi ludźmi analizę dzieł Dostojewskiego... Może gdyby mieli dobrą wolę, ażeby tego posłuchać... Może... Może... O Dostojewskim pisze Bierdiajew: „Dostojewski pozostaje nauczycielem – naucza przez Chrystusa okrywać światłość w ciemności, odkrywać obraz i podobieństwo Boże w najbardziej upadłym człowieku, uczy miłości do człowieka, wiążącej się z szacunkiem dla jego wolności. Dostojewski prowadzi nas przez ciemność, ale ostatnie słowo nie należy do ciemności. Twórczość Dostojewskiego nie daje poczucia mrocznego pesymizmu bez wyjścia. Sama ciemność jaśnieje światłością. Światłość Chrystusa zwycięża świat, zwycięża wszelką ciemność”[1].
         W
róćmy jednak do naszego pytania o życie. Dostojewski jest tym, który patrząc na życie ludzkie, nie zgadza się z teorią eudajmonizmu. Jego postaci przechodzą przez najgorsze z nieszczęść. Doświadczają nędzy materialnej i biedy duchowej. Przeżywają ból rozczarowania i przechodzą przez pokusę rozpaczy. Nieraz znajdują się w samym środku zła – morderca Raskolnikow, jawnogrzesznica Sonia, posądzony o ojcobójstwo Karamazow. Często ich świat wywraca się, w pełnym tego słowa znaczeniu, do góry nogami. I właśnie tam dochodzi do głosu walka o człowieka. „Dostojewski – pisze Bierdiajew – wierzył w odkupieńczą i odradzającą moc cierpienia. Według niego życie jest przede wszystkim odkupieniem winy przez cierpienie. Dlatego wolność w nieunikniony sposób wiąże się z odkupieniem. Wolność zaprowadziła człowieka na drogę zła. Zło było doświadczeniem wolności. Zło powinno więc doprowadzić do odkupienia. W złu zrodzonym przez wolność ginie sama wolność, przekształca się w swoje przeciwieństwo. Odkupienie przywraca wolność człowieka. Dlatego Chrystus-Odkupiciel jest wolnością”[2]. Dostojewski, trochę podobnie jak wcześniej Kierkegaard, ukazywał cierpienie jako wartość. Od niego nie można uciec. Można natomiast zobaczyć w nim wartość. „Tylko cierpienie – pisał Kierkegaard – przygotowuje do wieczności, bowiem istotą wieczności jest wiara, wiara polega na posłuszeństwie, a posłuszeństwa uczymy się przez cierpienie. Nie ma posłuszeństwa bez cierpienia, wiary bez posłuszeństwa ani wieczności bez wiary. W cierpieniu – posłuszeństwo jest posłuszeństwem, w posłuszeństwie – wiara jest wiarą, w wierze – wieczność jest wiecznością”[3]. Powstaje pytanie: czyżby zatem cierpienie miało być najwłaściwszą odpowiedzią na pytanie: po co człowiek żyje?
              M
arzymy o szczęściu a dopada nas cierpienie. Czy człowiek nie jest jedynie igraszką w rękach losu? Nie zgadzamy się na taki wniosek i stawiamy nasze pytanie po raz kolejny: po co człowiek żyje, skoro odpowiedzią nie jest ani szczęście ani cierpienie. Źle byłoby gdyby człowiek przestał wierzyć i szukać szczęścia! Źle byłoby gdyby człowiek przeklinał swoje istnienie w nieszczęściu! Po głębokich rozważaniach i inspiracji jaką zaczerpnąłem zwłaszcza w tekstach Husserla i Tischnera odkryłem, że chodzi o sens. Słowo klucz to słowo sens. Ono idealnie pasuje do tajemnicy Jezusa. W życiu nie o to chodzi, aby człowiek za wszelką cenę dążył do szczęścia – ziemskiej radości, przyjemności. Nie o to też chodzi, aby uciekał od cierpienia. Chodzi przede wszystkim o to, ażeby i w szczęściu i w nieszczęściu życie człowieka miało swój właściwy sens. Sens jest jak światło. Kto ma sens, ma światło i widzi przed sobą drogę. Kto ma sens, ma w sobie nadzieję. Sens życia Chrystusa zawarty jest i w radości weselnej w Kanie Galilejskiej i wtedy, kiedy umierał na Krzyżu. I w radości i w cierpieniu życie Jezusa przeniknięte było sensem. Każda chwila Jego życia była pełna sensu, ponieważ była pełna dobra i miłości. Człowiek jest taką wartością, która w swoim życiu może zagubić liczne wartości, ale nigdy nie wolno zagubić mu tej wartości, jaką jest człowiek. I tu znów pojawia się jako nauczyciel Dostojewski. „W centrum światopoglądu moralnego Dostojewskiego stoi uznanie absolutnego znaczenia każdej ludzkiej istoty. Życie i los ostatniego z ludzi ma absolutne znaczenie w obliczu wieczności. Jest to życie wieczne i wieczny los. Dlatego nie wolno bezkarnie zniszczyć ani jednej ludzkiej istoty. W każdym człowieku należy czcić obraz i podobieństwo Boże. W tym patos moralny Dostojewskiego”[4].
             Podstawową zatem troską człowieka i zarazem jego podstawowym pragnieniem serca jest odkrywanie sensu. Iluż to ludzi pozornie mających wszystko są ludźmi głęboko zranionymi, bo nie widzą sensu tego wszystkiego, o co się przez całe życie starali. Iluż ludzi potrafi szczęśliwie przeżywać swoje cierpienie, choć pozornie wydawać by się mogło, że mają prawo przeklinać życie, dzięki temu, iż odkryli wartość i sens życia w cierpieniu. Zrozumienie tego jest sprawą niesłychanie ważną. Kto tego nie rozumie nie zauważa nawet, jak niszczy drugiego wtedy, kiedy w prostych sprawach podważa sens jego życia. Jedną z tragicznych chorób międzyludzkich niszczących sens jest obłuda i niewdzięczność. Niewdzięczność zawiera w sobie komunikat, że to co zrobiłeś, to kim jesteś, jest bez znaczenia. Jeszcze gorsze jest dziękczynienie w obłudzie. Wypowiada się puste słowa, które swoim zakamuflowanym cynizmem ranią albo wręcz zabijają, albo gdy dziękuje się jedynie tym, którzy „coś znaczą”. Z nimi się rozmawia, ich dopuszcza się „za kurtynę”… Pytam sam siebie: dlaczego? I myślę, że niektórzy nie schodzą do pytania o sens. Nie wiem nawet, ilu z tych, którzy czytają te słowa, rozumieją właściwie to, co próbuję powiedzieć...
            A sprawa jest niesłychanie ważna. Zastanawiam się, czy tragedia Wielkiego Inkwizytora, rozgrywa się jedynie na stronach „Braci Karamazow”? Wielki Inkwizytor ukochał szczęście ludzkości, ale zapomniał o człowieku. Kto chce budować jakiekolwiek dobro ogólne – takie lub inne, bardziej lub mniej święcie nazwane, z pominięciem choćby jednego człowieka, znajduje się w centrum dramatu Wielkiego Inkwizytora. „Żadna idea”, żadne wzniosłe „cele” nie mogą usprawiedliwić przestępczego stosunku do ostatniego ze swoich bliźnich. „Bliźni” jest najważniejszy, każde ludzkie życie, każda ludzka dusza jest ważniejsza niż szczęśliwa przyszłość, niż abstrakcyjne „idee”. Taka jest świadomość chrześcijańska, którą wyjawia Dostojewski”[5].
        Życie Jezusa wyraźnie pokazuje, że sens zawiera się w miłości do człowieka, niezależnie od okoliczności – a zwłaszcza niezależnie od „układów”, „orderów”, ludzkich opinii i sądów. Kto kocha człowieka kocha też Boga. Tischner wiele razy podkreślał, że nie ma miłości Boga bez miłości człowieka. Wtedy jest tylko pustosłowie. Tak samo nie ma też pełnej wiary w Boga bez wiary w człowieka. Każdy człowiek może odkryć głębię swojego życia w twórczym realizowaniu przykazania miłości. Twórczym, to znaczy takim, w którym nieustannie następuje rozwój osoby, wszystkich jego talentów i zdolności. Człowiek nigdy nie jest kółkiem w żadnej, choćby nawet najświętszej maszynie. Życie jego jest jedynym i niepowtarzalnym darem. Nikt z ludzi sam sobie życia nie dał. Ono jest darem. Jeżeli ktoś nie chce pomóc w osiąganiu jak najpełniejszego rozwoju człowieka, to nie ma też najmniejszego prawa ani tego rozwoju ograniczać, ani tym bardziej go niszczyć. Nikt nie ma takiej władzy. Taka władza wydaje się być jedynie nieuprawnioną, naganną uzurpacją. Świetnie pokazuje to Dostojewski w Legendzie o Wielkim Inkwizytorze.
           Znaczenie drugiego jest ogromne. To drugi otwiera przed nami świat lub go nam zamyka. To drugi daje nam albo niebo albo piekło. To drugi jest tym, który jak lustro pomaga nam zobaczyć sens naszego istnienia, albo ten sens na rozmaite sposoby niszczy. Można zabić niewdzięcznością i obłudą i można też ożywić prawdziwym, zwyczajnym dobrym. Nie budujmy nigdy społeczności, w których zabrakłoby miejsca dla drugiego człowieka.
           W refleksji, poszukującej odpowiedzi na pytanie: po co żyję, od ja przeszliśmy do ty. Człowiek jest jedyną na świecie istotą zdolną do przekroczenia własnego ja. Człowiek jest jedyną na tej ziemi istotą zdolną do twórczego przeżywania własnego jestestwa. Człowiek jest jedyną na świecie istotą zdolną do zbudowania my. W tym my widzę największą wspaniałość człowieka i najpełniejszy sens życia. Słyszę w tym zaproszenie do tego, ażeby nieustannie przekraczać własne ja i gdy trzeba, by upomnieć się o drugiego, po to, by my nie okazywało się jedynie obłudną iluzją, a religia „krainą schorowanej wyobraźni”. 

Człowiek jest tajemnicą. Trzeba ją rozwiązać, i jeżeli będziesz ją rozwiązywać całe życie,
to nie mów, że straciłeś czas; ja zajmuję się tą tajemnicą, chcę bowiem być człowiekiem.

 F. Dostojewski, Z listu do brata Michała

 

[1] M. Bierdiajew, Światopogląd Dostojewskiego, Kęty 2004, s. 126.

[2] Tamże, s. 52.

[3] B. Alex, Søren Kierkegaard: życie prawdziwe. Życie i dzieło chrześcijańskiego filozofa, Warszawa 1998, ss. 108-109.

[4] M. Bierdiajew, dz. cyt., 58.

[5] Tamże, s. 53.
 

 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=