Stefan Szary / FILOZOFIA
  Egzystencjalny przyczynek do filozofii Immanuela Kanta
 

EGZYSTENCJALNY PRZYCZYNEK DO FILOZOFII IMMANUELA KANTA
 
            Cztery słynne pytania Kanta każą nam zastanowić się nad następującymi problemami:
 
1. Co mogę wiedzieć?
2. Co powinienem czynić?
3. Czego mogę się spodziewać?
4. Kim jest człowiek?


Właściwym kluczem w próbie zrozumienia filozofii Kanta jest teoria poznania. W niniejszym rozważaniu chcemy podjąć myśl Kanta w inny nieco sposób. Rozważania Filozofa z Królewca pragniemy uczynić inspiracją do refleksji o charakterze egzystencjalnym. Jest to ni mniej ni więcej jak tylko eksperyment myślowy. Jeśli Czytelnik uważa, że taka próba jest bezsensowna i że nie ma w niej nic nowego ani ciekawego, bo wszystko to już było, to oczywiście ma do takiej opinii prawo. Ja osobiście wdzięczny jestem za każdą inpirację. Wdzięczność ta rozciąga się od Sokratesa przez Platona i Arystotelesa, św. Augustyna i św. Tomasza, Kartezjusza, Locke’a, Kanta, Hegla, Marksa aż po Kierkegaarda, Lévinasa, prof. Tischnera. Kto kocha filozofię jako filozofię właśnie, a nie jako ideologię, ten nie znajduje wrogów myślenia, lecz źródło inspiracji. Prawdziwa filozofia nie jest taką czy inną grupą wyznawców, lecz samotnym wędrowaniem, podczas którego spotyka się czasem tych, wobec których żywimy wdzięczność za wskazany kierunek, obudzoną myśl, ukazaną nową, zasłoniętą dotąd perspektywę.
            Autor niniejszej refleksji, jak to już powiedziano, próbuje filozoficznego zrozumienia w duchu filozofii egzystencji. Nie interesuje mnie obrona statusu filozofii jako nauki, czy też instrumentalne nadużywanie filozofii jako „narzędzia teologii”, czy „narzędzia polityki”. Nadużywając filozofii jako narzędzia, używa się argumentacji filozoficznej w sposób wybiórczy do obrony z góry przyjętego jako słusznego takiego lub innego światopoglądu. I choć czasem postuluje się przy tym otwartość i tolerancję, w gruncie rzeczy służba ideologii przekreśla możliwość uprawiania prawdziwej filozofii. Autor postrzega filozofię jako uczciwą refleksję „wolnego ducha”, dla którego kryterium najważniejszym jest rzetelność. W filozofii nie chodzi o udawanie Greka, ale o to, by wraz z greckim Sokratesem budować świadomość w oparciu o odrzucanie iluzji i wznoszenie się na głębszy poziom samoświadomości, w drodze ku Prawdzie i Mądrości życia. „Bezmyślnym życiem żyć człowiekowi nie warto”. Poszukiwana w filozoficznym trudzie prawda ma stać się z jednej strony światłem dla rozumu, z drugiej ma oświetlać ścieżkę życia, nazwaną też ścieżką mądrości. Dzięki filozofii ma następować nieustanny rozwój własnego ja. Żyję jako człowiek po to, by coś zrozumieć. Czy się to uda? Trudno powiedzieć. Niemniej próbuję. W duchu filozofii egzystencji życie człowieka jest niczym więcej i niczym mniej jak właśnie – po Kierkegaardowsku rozumianą – „próbą”; czy też w języku prof. Tischnera: dramatem egzystencji. Czas już jednak, by po tym niepoprawnie długim wstępie, powrócić do Immanuela Kanta.
           
Co mogę wiedzieć? Co mogę naprawdę poznać? Kant pragnie – niemalże w duchu późniejszego chronologicznie Hegla – zbudować syntezę między racjonalizmem i empiryzmem. Pamiętamy słynne stwierdzenie: doświadczenie bez pojęć jest ślepe, pojęcia bez doświadczenia są puste. Kantowską syntezę można odczytać jako ruch. Ruch to dynamika. Trzeba użyć tej kategorii, aby zrozumieć, czym jest poznanie. Nie jest ono biernym odbijaniem rzeczywistości (przedmiotów), nie jest czymś statycznym, lecz charakteryzuje się właśnie specyficznym rodzajem dynamiki. Kant był świadomy odkrycia czegoś nowego, na miarę tego, co wcześniej uczynił był Kopernik. Oto wychodząc od pytania: „Co mogę poznać?”, przechodzi się do pytania: „W jaki sposób powstaje (konstytuuje się) w podmiocie poznanie?”. Jak rozum dochodzi do poznania? Filozofia transcendentalna Kanta, badająca możliwości poznawcze rozumu poznającego, prowadzi do dynamicznej koncepcji rozumu, który dzięki swoim formom i kategoriom poznawczym, a także „twórczej wyobraźni”, poddaje „szczególnej operacji umysłowej” docierające do nas wrażenia i czyni z nich specyficzny rodzaj poznania, którym jest poznanie ludzkie.
            Można powiedzieć, że oto mamy „świat po obróbce”, świat jako „świadomość świata”, świat jako „daną świadomościową”[1]. Co tak naprawdę, zdaniem Kanta, poznajemy? Tylko to, co rozum jest w stanie przetworzyć („przerobić”) w poznanie. Jest to zjawiskowa strona świata – fenomeny – to co dostępne poznawczo świadomości. W odróżnieniu od tego, noumeny, świat-w-sobie, „pierwotnie surowa strona świata” jest według Kanta naszemu poznaniu niedostępna. Ten punkt w dalszym ciągu należy rozważać na ścieżkach gnoseologicznych. Ja jednak chciałbym zatrzymać uwagę na kilku aspektach egzystencjalnych. Pamiętamy, jak ogromne znaczenie, to właśnie zagadnienie miało miejsce w filozofii Arthura Schopenhauera. Filozof z Gdańska przypomni, że wraz z Kantem dotarliśmy do Platona. Oto przed nami świat, który „jedynie istnieje”, i to istnieje w sposób specyficzny, jako mniej lub bardziej wyraźne odbicie świata prawdziwego, tego, który naprawdę j e s t – wieczny, niezmienny i konieczny, ale zarazem niedostępny dla nas przynajmniej w tym ziemskim istnieniu. Schopenhauer powie, że świat dostępny naszemu poznaniu, zrekonstruowany w rozumie (i dostępny pojęciowo), to die Welt als Vorstellung - „świat jako przedstawienie”.
            Nauka i ta filozofia, która naśladuje naukę, zdradzając tym samym jakiś kompleks niższości (kompleks niedowartościowania), gdy taką nauką nie jest, wyrzuciła z własnego terenu pojęcie t a j e m n i c y. Słowo „tajemnica” brzmi tak nienaukowo, że należy go nie tylko unikać, ale trzeba wręcz używać wszelkich innych określeń, byle tylko nie tego. Ale to właśnie Immanuel Kant dotarł i ukazał w epoce oświecenia, że pojęcie tajemnicy jest czymś istotnym i to właśnie w filozofii. Autor niniejszej refleksji wierzy, że przyjdzie czas renesansu dla tego pojęcia w filozofii. Oby tylko nie paplano tym słowem bez zrozumienia. Jak Kant kazał zbadać warunki pracy naszego rozumu, tak wydaje mi się, że warto byłoby dokonać głębokiej, rzetelnej analizy pojęcia tajemnicy i jego miejsca w filozofii. Jedną z filozoficznych tajemnic jest tajemnica istnienia świata.
            Czy świat w ogóle jest? Czy jest jeden, czy też jest ich tyle, ile podmiotów aktualnie go myślących? Jaka jest wartość stwierdzenia i co ono znaczy: „każdy ma swój świat”. Co jest naprawdę ważne? Czy to, co ważne można w ogóle zrozumieć? Wraz z Wittgensteinem pytamy: „Dlaczego tak trudno przychodzi mi zobaczyć to, co leży przed moimi oczami?” i jak rozumieć słynne zdanie, że „o czym nie można powiedzieć, o tym należy milczeć”.
            W filozofii jest zbyt dużo pustego paplania i bezsensownego gadulstwa, a za mało milczenia, auto-refleksji (czy auto-rozmyślań choćby takich, w jakich ćwiczyli się słynni stoicy), głębokich przemyśleń, dla których najlepszą glebą jest cisza. W ciszy usłyszeć można głos Prawdy. Nie ma prawdziwej filozofii bez ciszy. Podobnie jak nie ma prawdziwej filozofii bez kontemplacji. Hałas, paplanina i gadulstwo to okropni wrogowie filozofii. Żeby nauczyć się mówić, trzeba nauczyć się milczeć – nawet, a także pomimo życia w krzykliwym świecie. Rozumieli to pitagorejczycy, zapomnieli o tym współcześni.
           
Co powinienem czynić? Kant zdaje się mówić, po pierwsze: buduj świat takim, jakim chcesz go mieć. Po drugie: nigdy nie myl relacji podmiotowo-podmiotowej z relacją podmiotowo-przedmiotową. Człowiek to nie rzecz. Człowiek jest zawsze podmiotem. Filozof z Królewca wierzył, że prawy rozum pragnie zawsze prawdy, dobra i piękna. Człowiek zaś żywi tęsknotę za takim światem, w którym te wartości stają się rzeczywistością.
Wielu egzystencjalistów mówi o potrzebie „narodzin z ducha”, potrzebie „wewnętrznego narodzenia”, „momencie przebudzenia” lub też „chwili oświecenia”. To właśnie ta chwila ma decydujące znaczenia dla egzystencji człowieka. W chwili rozstrzyga się życie. W niej ważą się losy „życia przebudzonego” lub „egzystencji we śnie”. Platon przestrzegał, że nie jest dobrze budzić śpiących. Znienawidzą oni tego, który ich przebudził. Na myśl przychodzi też filozofia Nietzschego. Czy jego idee kiedykolwiek właściwie zrozumiano? O Zaratustrze Nietzschego przegadano wiele i interpretowano ją w najróżniejszy sposób, lecz któż może ostatecznie rozstrzygnąć, jak należy rozumieć użyte przez niego metafory?
Etyka Kanta to nie dwa czy też trzy zdania recytowane z pamięci po polsku i po niemiecku. To przede wszystkim poważne wyzwanie skierowane do „twórczej wyobraźni” człowieka, gdyż etyka to życie – ethos, a życie to swoistego rodzaju twórczość. Myśl ta koresponduje nie tylko z intuicjami Nietzschego, przypomina ona o tym, co w swoich rozważaniach filozoficznych ukazywał prof. Tischner, i myślę, że nie miałaby mi tego ks. prof. za złe.
           
            Czego się mogę spodziewać? Noumeny są według Kanta niepoznawalne. Rozum teoretyczny nie potrafi ich odkodować. Rozum praktyczny ukazuje je jako tzw. idee regulatywne, według których – jak pisze niemiecki filozof Rüdiger Safranski, autor prac m.in. o filozofii Friedricha Nietzschego i Arthura Schopenhauera – trzeba żyć tak, „jak gdyby” one istniały – Bóg, wolność, świat. Rzecz-w-sobie dla Kanta jest niepoznawalna. Schopenhauer uważa, że jest inaczej. Ową rzecz-w-sobie poznaje nie rozum, funkcjonujący w oparciu o relację podmiot-przedmiot, lecz objawia się ona intuicji, która uchwytuje ją bezpośrednio. Według Schopenhauera rzeczą-w-sobie jest wola – der Wille. Nieco później powstanie fenomenologia, która uwyraźni jeszcze jeden aspekt Ding-an-sich – istotnym pojęciem będzie tutaj sens. Wcześniejsze słowa „jak gdyby” zostały zastąpione formułą „jako”. Opis fenomenologiczny, który zakłada możliwość poznania nie tylko fenomenów, ale także istoty (Husserl), brzmi często: „widzę, postrzegam coś j a k o”. Wartość owego postrzegania polega na wydobyciu zarazem sensu. Fenomenologia egzystencjalna jak i egzystencjalizm fenomenologiczny próbują przybliżyć odpowiedź na pytanie o sens istnienia, sens egzystencji, odkrywając przy tym istotną wartość pytań metafizycznych, bez których filozofia ma wiele swoich członków, jednakże nie ma głowy. W dziejach filozofii głowę te próbowano ściąć niejeden raz, o czym przypomniał Edmund Husserl w książce Kryzys nauk europejskich i fenomenologia transcendentalna.
 
Ostatnie pytanie Kanta brzmi: Kim jest człowiek? Odpowiedzi należy szukać po Kantowsku w dwóch wymiarach. Według rozumu teoretycznego należałoby ostatecznie stwierdzić: nie wiem. Według rozumu praktycznego jest on jedną z największych, najciekawszych i najgłębszych tajemnic filozoficznych. Od sposobu rozumienia tej tajemnicy zależy wszystko inne.
Mówiąc inaczej: człowiek jest kimś-dla siebie i jest zarazem kimś-w-sobie. Nie są to odpowiedzi jedyne. To raczej początek przygody myślenia. Bo tenże człowiek jest też zarazem kimś-z-innymi, kimś-wobec-innych, kimś-dla-innych, kimś-przeciw-innemu, kimś-nad-innym, kimś-poddanym-innym, czy jak pisze Lévinas kimś-za-innego.
Chcąc zrozumieć tajemnicę siebie, trzeba wyjść poza siebie, by móc do siebie wrócić. Innymi słowy: trzeba wyjść ze świata umysłu w świat egzystencji, w Kierkegaardowskie ryzyko, w albo-albo, trzeba doświadczyć wolności w stosunku do siebie, do innych i do Boga.

Czy wolno w taki sposób czytać Kanta? Czy nie jest to profanacja wielkiej myśli Filozofa z Królewca? Przed wszelkimi sądami negatywnymi i przed wszelkim możliwym oburzeniem niechaj broni mnie myśl zapisana na początku, że jest to przecież tylko rodzaj „małego eksperymentu myślowego”. A może to nie eksperyment, a raczej próba – próba spotkania z filozofami, którzy nieustannie inspirują nas do myślenia?
 
20.02.2011

 
© Copyright by Stefan Szary
 

[1] Używając w tym miejscu pojęcia świat, mam na myśli każdy poznawany przedmiot. Nie myślę tu o „świecie”, jako idei świata, którą Kant ujął jako ideę regulatywną.
 


 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=