Stefan Szary / FILOZOFIA
  2. Spotkanie z człowiekiem cierpiącym i chorym
 

 SPOTKANIE Z CZŁOWIEKIEM CIERPIĄCYM I CHORYM JAKO SYTUACJA GRANICZNA

1. Filozofia i medycyna
           
            Ludwig Wittgenstein (1889-1951), który zajmował się przede wszystkim filozofią języka (zagadnieniem sensu ludzkich wypowiedzi), zanotował dwa ciekawe spostrzeżenia, streszczające niejako to, o czym mówiliśmy w poprzednim wykładzie. „Wzajemne pozdrowienie filozofów powinno brzmieć: «Nie spiesz się»”[1]. Rzetelna refleksja potrzebuje czasu. Cierpliwość i czas są szczególnie istotne, zwłaszcza gdy chodzi o spotkanie z drugim człowiekiem. Polski psychiatra, filozof, lekarz i terapeuta, przyjaciel chorych, do którego niezwykle często będę się odwoływał, prof. Antoni Kępiński (1918-1972), w swej książce pt. Poznanie chorego napisał: „W kontakcie psychiatrycznym (bezpośrednio, ale pośrednio w każdym spotkaniu z chorym człowiekiem) niedopuszczalna jest atmosfera pośpiechu. Atmosfera tego typu stwarza sytuacje emocjonalną, w której druga osoba staje się przeszkodą w realizacji czekających zadań czy celów. Spiesząc się nie myślimy o osobie, z którą rozmawiamy, ani o temacie rozmowy, ale o tym, co ma nastąpić za chwilę, gdy kontakt z daną osobą wreszcie się skończy. W ten sposób wytwarza się mimo woli postawa agresywna w stosunku do osoby, która opóźnia realizację czekających na nas zadań czy przyjemności. Podświadomie dąży się do unicestwienia przeszkody. Przy największej nawet zdolności panowania nad swą mimiką i gestykulacją pojawiają się oznaki zniecierpliwienia, może pozornie niedostrzegalne, ale zazwyczaj wystarczająco wyraźne dla drugiej osoby, zwłaszcza gdy jest nią osoba tak wyczulona na percepcję stanów emocjonalnych, jak pacjent psychiatryczny”[2].
            W Gazecie Lekarskiej (01.2008, Agnieszka Banach) niezwykle trafny jest już sam tytuł jednego z artykułów: Nikt nie zaufa lekarzowi, który nie rozumie bólu. Z całą pewnością, lekarz, terapeuta, pielęgniarka czy tez opiekunka, która okazuje zniecierpliwienie i brak czasu nie przekonają chorego człowieka o tym, że go rozumieją. W ten sposób, nie przyczyniają się do pomniejszenia cierpienia w chorobie, a przecież ono jest jednym z podstawowych celów pomocy medycznej: „poznać cierpienia chorego, w miarę możliwości znaleźć ich podłoże i próbować im zaradzić”[3].
            Druga ważna myśl wyrażona przez cytowanego już wcześniej L. Wittgensteina brzmi: „Jak trudno przychodzi mi zobaczyć to, co leży przed moimi oczami!”[4]. W filozofii w punkcie wyjścia nic nie jest oczywiste. Wszystko może stać się godnym zapytania pytaniem. W punkcie dojścia, o ile do takiego by się doszło (mając na uwadze punkt dojścia ostatecznego) również może się okazać, że brak jest oczywistości. Powyższa „teoria filozoficzna” szczególnie wyraźnie weryfikuje się w medycynie. Postawienie diagnozy, wyznaczenie terapii, próba określenia skutków leczenia – wszystkie te kwestie w punkcie wyjścia są pytaniami. Podobnie, gdy chodzi o wymiar spotkania z chorym, któremu obok pomocy somatycznej, należy udzielić także wsparcia psychicznego. Wiadomym jest, jak bardzo wynik leczenia i powodzenie zabiegów somatycznych zależą od zdobycia zaufania i wzajemnej współpracy z chorym. „(…) każdy lekarz praktyk wie, jak dalece wynik leczenia jest zależy od aktywnej postawy chorego, od nie poddania się chorobie, chęci wyzdrowienia i wiary, że zwycięży się w walce z chorobą. Załamanie tej wiary często prowadzi do kryzysu”[5].
 
2. Spotkanie z chorym jako rodzaj sytuacji granicznej
 
Wśród niezliczonej ilości oraz różnorodności spotkań przeżywanych w życiu, spotkanie z człowiekiem chorym, zdaje się posiadać szczególną wartość. Od tych spotkań zależy bowiem nieraz w dosłownym znaczeniu: wszystko lub nic, shakespearowskie: tu be or not to be – być albo nie być. „Chory potrafi z twarzy lekarza wyczytać wyrok śmierci dla siebie i dlatego lekarzowi nie wolno tracić nadziei (...) Wysiłek ten nie jest jednak stracony, choćby dlatego, że chory mógł do końca wierzyć w swe ocalenie. Zresztą zdarzają się w medycynie różnego rodzaju niespodzianki, gdy chory zdrowieje wbrew wszelkim przewidywaniom, i odwrotnie, umiera, mimo że tego nikt się nie spodziewa”[6]. Słowa te uświadamiają niezwykłą wagę spotkań pomiędzy człowiekiem chorym, a niosącym pomoc lekarzem, terapeutą, pielęgniarką. Czymś niezwykle istotnym jest podkreślenie tego, jak ogromna jest odpowiedzialność (uświadomiona bądź też nie) występująca w spotkaniu z chorym człowiekiem. Odpowiedzialność ta bowiem chyba nigdzie nie występuje w tak wyraźnej postaci jak właśnie w tych spotkaniach. Dlatego nie ma jakiegoś schematu, czy też doskonałego przepisu na udane spotkanie. „Chory musi czuć koło siebie żywego człowieka, nie «naukowca», a przede wszystkim musi czuć, że jest sam traktowany jak żywy i prawdziwy człowiek, a nie przedmiot manipulacji badawczych i terapeutycznych wedle z góry ułożonych schematów terapeutycznych”[7].
            Każde spotkanie jest sui generis – jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne. Kępiński uważa wręcz, że nie ma spotkań nieciekawych z drugim człowiekiem. Odczucie „nieciekawości spotkań” wskazuje raczej na swoistą wybiórczość w przeżywaniu spotkań, pewnego rodzaju ograniczoność i schematyczność tego, który przeżywa ów stan znudzenia w spotkaniu. „Jedną z podstawowych umiejętności psychiatrycznych [vel. psychoterapeutycznych] jest zdolność rozumienia i wczucia się w drugiego człowieka niezależnie od tego, czy człowiekiem tym będzie geniusz czy też idiota. Każdy z nich ma swój sposób widzenia siebie i otaczającego świata i dla psychiatry zarówno jeden, jak i drugi zasługuje na wysiłek. Z każdym z nich musi starać się rozmawiać jego własnym językiem, tzn. przyjąć w miarę możności jego sposób patrzenia na rzeczywistość”[8].
            Uwyraźniły się zatem dwie cechy spotkania z chorym: odpowiedzialność i wyjątkowość. Karl Jaspers jest twórcą filozoficznego pojęcia: Grenzsituation[9] – sytuacja graniczna. Oznacza ona taką sytuację, w której niemożliwa jest substytucja – jest to sytuacja, w której człowiek staje absolutnie we własnej osobie. Jaspers twierdzi, że człowiek chętnie ucieka od siebie w inne osoby lub w bezosobowość. Prowadzi życie na powierzchni, gdzie możliwa jest zamiana osobowa, lecz przez to nie może on poznać siebie naprawdę. Znajdując się w sytuacji granicznej człowiek nie może skryć się ani w bezosobowość, ani też w innej osobie – musi stanąć absolutnie w własnym ja. Sytuacje graniczne stają się niejednokrotnie sytuacjami zwrotnymi w życiu człowieka.
            Sytuacje graniczne to na przykład: śmierć („otarcie się o nią”), cierpienie, walka, poczucie winy. Dzięki tym sytuacjom następuje, jak mówi Jaspers, rozświetlenie egzystencji – Erleuchtung der Existenz – poznajemy siebie takimi, jakimi naprawdę jesteśmy. W nich „doświadczamy siebie – doświadczamy tego, co w nas stanowi o nas samych”. Człowiek ukazuje się naprawdę takim, jakim jest. Jego egzystencjalna świadomość siebie staje się zarazem sposobem jego bycia. Jestem tym, kim wiem, że jestem, np. jestem winnym dlatego, ponieważ wiem, że jestem winny. Poznanie siebie w sytuacjach granicznych nie jest metodą stałą – bowiem one zdarzają się nagle, niespodziewanie, z „zaskoczenia”, lecz są to, jak już powiedziano, sytuacje rozjaśnienia – człowiekowi przestaje się wydawać kim jest, a w zamian tego doświadcza tego, kim naprawdę jest.
            Spotkanie z chorym zdaje się być zawsze sytuacją graniczną, w której dochodzi do uwyraźnienia się odpowiedzi na pytanie: jakim naprawdę jestem człowiekiem?
 
3. Podstawowe modele relacji: lekarz – chory
 
            O niektórych zagrożeniach ograniczających czy też nawet uniemożliwiających spotkanie wspomnieliśmy już wcześniej. Są nimi najczęściej: brak czasu, zniecierpliwienie, brak zainteresowania oraz empatii z życiem uczuciowym chorego, znudzenie codziennością spotkań, schematyczność. Syntetyzując można stwierdzić, że wszystkie te czynniki, w wyniku których następuje zamiana relacji podmiotowo-podmiotowej na relację podmiotwo-przedmiotową, stanowią przeszkody w przeżyciu pełnego spotkania. „Lekarz nie leczy złamania nogi, choroby nerek, płuc, serca, lecz chorego ze złamaną nogą, chorego z uszkodzeniem nerek itp. Nie chodzi tu o odmianę słów, lecz o praktyczną i dość banalną uwagę, że leczymy chorego człowieka, a nie chory narząd. Złamanie kończyny identyczne w lokalizacji stanowi inny problem lekarski u dwudziestoletniego chorego niż u siedemdziesięcioletniego. Podobnie nie możemy mówić o chorobach «psychicznych» w przeciwstawieniu do chorób «somatycznych». Pojęcie «chorej duszy» jest równie fałszywe jak pojęcie «chorego ciała». Mamy do czynienia nie z chorym ciałem czy chorą duszą (psychiką), ale z chorym człowiekiem[10].

W medycynie możemy wyróżnić co najmniej cztery zasadnicze sposoby podejścia do chorego:
 
a) Współcześnie podkreśla się znaczenie tzw. relacji partnerskiej. Pozytywnym aspektem w tym podejściu jest to, że osoba chorego nie jest w żaden sposób „unieważniana”. Wiedza chorego co do diagnozy, zabiegów terapeutycznych, rokowań jest po prostu prawem pacjenta. W postawie tej nie tyle chodzi o chorobę, ile o człowieka. Chory traktowany jest jako podmiot. Postawa ta ma pomóc także w wywołaniu aktywności u pacjenta w procesie leczenia. Od przyjętej przez niego postawy – jak już wcześniej wspomniano – zależy bowiem bardzo wiele, gdy chodzi o wynik leczenia. Minusem tego podejścia jest wzięcie w nawias naturalnej różnicy, która powstaje pomiędzy lekarzem a chorym. Chory w swojej chorobie zawsze jest tym, który potrzebuje pomocy. Relacja ta z punktu widzenia: zdrowy – chory jest zawsze mniej lub bardziej asymetryczna.
 
b) Drugą często spotykaną relacją jest relacja pochyła – paternalizm, poddany w ostatnich latach niezwykle ostrej krytyce. Nie bądźmy jednak zbyt pochopni w ocenach. Spójrzmy i na ten typ relacji jakby nieco z dystansu, próbując właściwie zrozumieć myśl prof. Kępińskiego: „Nierzadko chorzy nazywają lekarza ojcem, jest to chyba najpiękniejsza dla niego pochwała. Natomiast pielęgniarka jest dla chorego jakby matką.(...) I ta macierzyńskość jest, jak się zdaje, istotą zawodu pielęgniarskiego, i dzięki niej właśnie specjalność ta jest bardziej powołaniem niż zawodem[11]”. Ojciec, matka to osoby najbliższe człowiekowi. W nich dostrzegamy – poprzez nich i dzięki nim – bogactwo życia i świata. Dzięki nim także człowiek żyje, rozwija się, uczy, doświadcza sensu, a nade wszystko otrzymuje niepowtarzalną miłość. Relacja ta wydobywa wartość bliskości, pokładanej nadziei i odpowiedzialności. Minusem tego podejścia może być łatwa ucieczka od odpowiedzialności ze strony pacjenta, przyjęcie postawy bierności oraz łatwość przejścia w świadomości od obrazu ojca do obrazu sędziego. „Chory cierpi, nierzadko stoi w obliczu kalectwa czy nawet śmierci, a prawie zawsze wobec konieczności zmiany dotychczasowego trybu życia, z silnego staje się słabym, potrzebującym jak dziecko pomocy i opieki, trudno mu w tej sytuacji zachować dotychczasową rolę i maskę, cofa się do postawy dziecka, zwraca się o pomoc do lekarza, jak zwracał się o nią w dzieciństwie do matki czy ojca. Lekarz jest ojcem i sędzią zarazem, który wyda wyrok o losie czekającym chorego. Cała więc sytuacja emocjonalna ze strony chorego jest przepojona atmosferą zależności i nadziei. Lekarz jest tym, który wyprowadzi chorego z cierpienia i słabości, przywróci go normalnemu życiu”[12].
 
c) Trzeci model relacji lekarza z pacjentem zwany jest konsumpcyjnym. Lekarz postrzegany jest jako sprzedawca usług medycznych. „[Lekarz] ma być neutralny. Może radzić, ale nie powinien wpływać na decyzje; to pacjent decyduje «co wybrać i co kupić z supermarketu medycznego»”[13].
 
d) Jeszcze innym typem relacji jest tzw. model negocjacyjny. „W modelu negocjacyjnym, zakończonym kontraktem, każda strona chce osiągnąć korzyści kosztem drugiego. Pacjent dąży, aby uzyskać je za najniższą cenę. Lekarz – odwrotnie – chce wykluczyć ryzykowne rozwiązania, których niespełnienie skończyłoby się rozprawą, wyrokiem i odszkodowaniem. Lekarzowi mniej więc zależeć będzie na rzeczywistym wyleczeniu pacjenta niż na legalnym spełnieniu wymagań kontraktu. Ten model dehumanizuje naturę relacji chorego z lekarzem i jest sprzeczny z powołaniem lekarskim”[14].
 
Podsumujmy: Do najtrudniejszych, a jednocześnie do najciekawszych momentów w życiu lekarza, terapeuty, pielęgniarki należy moment spotkania z chorym. Z jednej strony chodzi o wyleczenie z choroby, z drugiej zaś o złagodzenie cierpienia, które chorobie towarzyszy, często w postaci bólu psychicznego, trudnych pytań egzystencjalnych, walki prowadzonej pomiędzy wiarą a zwątpieniem, pomiędzy nadzieją a rozpaczą. Tę część naszych analiz zakończmy słowami Karla Jaspersa: „Sytuacje graniczne są nieuniknione. Nie możemy ich przekroczyć. Ale dopiero wstrząs, którego doznajemy, gdy sytuacje graniczne stają się naszym doświadczeniem, przywodzi nas jako możliwą egzystencję do nas samych. Przesłaniając je sobie, pozostajemy dla samych siebie ciemnością, tak jak ciemnością pozostają dla nas wszelkie sprawy istotne. Wielkość człowieka polega na tym, czym staje się on w doświadczeniu sytuacji granicznych”[15].
 

[1] L. Wittgenstein, Uwagi o religii i etyce, tł. M. Kawecka, W. Sady, W. Walentukiewicz, Kraków 1995, s. 198.
[2] A. Kępiński, Poznanie chorego, Warszawa 1978, s. 170.
[3] Tamże, s. 120.
[4] L. Wittgenstein, dz. cyt., s. 151.
[5] A. Kępiński, Poznanie chorego, dz. cyt., s. 12.
[6] Tenże, Antoni Kępiński – samarytanin naszych czasów, Kraków 1997, s. 31.
[7] Tenże, Poznanie chorego, dz. cyt., s. 44.
[8] Tamże, ss. 184-185.
[9] Por. Metzler Philosophie Lexikon. Begriffe und Definitionen, Stuttgart-Weimar 1999, s. 221.
[10] A. Kępiński, Rytm życia, Kraków 1994, s. 276.
[11] Tamże, ss. 312-313.
[12] Tenże, Poznanie chorego, dz. cyt., s. 42.
[13] A. Szczeklik, Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny, Kraków 2007, s. 259.
[14] Tamże.
[15] K. Jaspers, Wiara filozoficzna wobec Objawienia, tł. G. Sowinski, Kraków 1999, s. 407.
 
   
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=